wtorek, 26 maja 2026

sześć.

O niektórych chwilach marzy się, by były idealne. Projektuje się je w głowie, planuje w każdym detalu, a potem dokłada starań, by urzeczywistnić. W mojej wyobraźni zorza przecinała niebo i zachwycała feerią barw, a lodowate powietrze podkreślało smak pocałunków. Tylko to uważałam za jedyne słuszne zakończenie wieczoru. Wieczoru, który miał nas zbliżyć po ostatnich drobnych perturbacjach. Wieczoru utwierdzającego w przekonaniu, że jestem dla Pawła najważniejsza, a Magda to zwyczajna znajoma. Wieczoru pozwalającego ostatecznie zapomnieć o fantastycznym ciele jego nowego trenera.

Tymczasem po prawie dwóch godzinach błądzenia w ciemnościach, z nieustannie zawieszającą się nawigacją, oboje umieraliśmy z zimna i byliśmy tak samo daleko od ujrzenia Aurory jak na początku. Straciłam czucie w palcach, a skóra twarzy szczypała mnie od mrozu.
- Kochanie, czy ty czasami odpuszczasz? - zapytał Paweł z uśmiechem, który bardziej usłyszałam niż zobaczyłam.
- Jeżeli mi na czymś naprawdę zależy to nigdy.
- Mnie teraz najbardziej zależy na wypiciu dobrego grzańca w łóżku. Z tobą. Albo z ciebie. Wyobrażam to sobie intensywnie i tylko dlatego jeszcze żyję.
- Ale tak chciałam zobaczyć te światła... - stwierdziłam z rozżaleniem.
- Zobaczysz. Światła, gwiazdy i wszystkie kolory tęczy. Gwarantuję ci to. Tylko potrzebne nam łóżko.
- O rany, tylko jedno ci w głowie!
- Tylko ty mi w głowie - Paweł spróbował mnie przytulić, ale miliony puchowych warstw, w które byliśmy ubrani, skutecznie to uniemożliwiły.
- Okej, ja też już chcę wracać - przyznałam w końcu. - Tylko którędy?

***

- Idę pod prysznic, dołączysz?
Paweł przewrócił się na lewy bok i spojrzał na mnie w taki sposób, że natychmiast nabrałam sił na kolejne spotkanie z jego ciałem, mimo że obiecane gwiazdki i fajerwerki dobiegły końca kilka minut temu. Byliśmy wiecznie głodni siebie. Nawet wspólne mieszkanie od ośmiu miesięcy nie wychłodziło tej namiętności.
- Za chwilkę przyjdę, bo wyglądasz na osobę potrzebującą pomocy w myciu pleców.
- Nie tylko pleców - roześmiałam się, znikając za drzwiami.
Strugi gorącej wody zadziałały wyjątkowo kojąco po tej bezowocnej wędrówce. Pozwalając ciału się rozluźnić, odliczałam czas do nadejścia Pawła, ale się nie pojawiał. Pewnie zasnął, w końcu to był dla niego trudny weekend. Otuliłam się puchowym szlafrokiem i cicho wróciłam do łóżka, zastanawiając się czy będę w stanie oprzeć się pokusie i go nie budzić na kolejną porcję czułości.
Okazało się jednak, że nie tylko nie śpi, ale jest niezwykle skupiony na swojej komórce.
- No i co z myciem pleców? - spytałam z udawanym oburzeniem, kładąc się obok niego. Nie uszło mojej uwadze, że odrzucił telefon jak oparzony.
- Przepraszam cię, Piotrek do mnie napisał z milionem pytań o lot do Lillehammer. Wiesz jaki on jest, jak się na coś uprze to nie odpuści i ciężko go zbyć w kilka minut.
- Nakrzyczę na niego przy najbliższej okazji. Powiem, że pewnych rzeczy nie wolno przerywać.
- Nie, daj spokój, jeszcze się obrazi - wystraszył się Paweł, co mnie zaalarmowało, bo przecież to był żart. Zwykle wyczuwał takie rzeczy.
Przytuliłam go, starając się nie popadać w paranoję, ale wciąż wibrująca komórka zaczynała mnie irytować, a mężczyzna mojego życia odwrócił się tak, żebym nie widziała wyświetlacza.
- Mógłbyś przynieść mi szklankę wody? - poprosiłam, odrobinę pogardzając sobą, bo bardziej niż o zaspokojenie pragnienia chodziło mi o sprawdzenie, czy zabierze ten przeklęty telefon ze sobą. Nie zabrał.
Walka z mroczniejszą stroną natury trwała tylko chwilę, a potem tłumiąc wstyd wystukałam swoją datę urodzenia, która służyła Pawłowi za hasło. Nie zmienił go, co uznałam za pierwszy dobry znak. Drugim była otwarta konwersacja z Piotrkiem. Trzecim pocałunek Pawła, którym obdarzył mnie, wracając do łóżka.

***


- To nie gest kapitulacji, tylko dobre wychowanie - rzuciłam przez zaciśnięte zęby, siadając obok Thomasa przy kawiarnianym stoliku.
Rozkazał mi stawić się z laptopem w bistro przy hali sportowej, dwie godziny przed treningiem chłopaków. Trochę przerażała mnie wizja spędzenia z nim sam na sam tak długiego czasu, ale za nic bym się do tego nie przyznała.
- Z tym wychowaniem to też u ciebie kiepsko, bo jesteś spóźniona - postukał wymownie w tarczę zegarka. Była 9.04.
- Co można stracić przez 4 minuty?
- Czasami bardzo wiele - odpowiedział z nieoczekiwaną powagą. - Ale tym razem ci wybaczę. Słucham twoich propozycji w kwestii materiału.
Byłam przygotowana perfekcyjnie, bo duma mi nie pozwalała dać się przyłapać na jakimkolwiek niedociągnięciu. Przez kolejne pół godziny zajmowaliśmy się pracą i o dziwo, żadne z nas nie siliło się na złośliwości. Trochę rozpraszał mnie zapach jego perfum, którego nie można było nie wyczuć przy pochylaniu się nad laptopem, ale starałam się skupiać wyłącznie na setkach, przebitkach i komentarzach z offu.
- Dobra robota - stwierdził w końcu.
- Zaskoczony?
- Szczerze? Nie. Zdążyłem zauważyć, że jesteś inteligentna.
Niemal zakrztusiłam się kawą i chwilę trwało, nim zdołałam wydukać:
- Jeszcze powiedz, że doceniasz moje zalety.
- Liczba mnoga nieuzasadniona. Mówimy tylko o jednej.
- Mam więcej.
- W twoich ustach to brzmi bardziej jak ostrzeżenie - roześmiał się.
- Czyżbyś się bał poznać kolejne? - zapytałam, zanim zdążyłam ugryźć się w język. Co ja bredzę? I skąd u mnie ten prowokacyjny ton?
Thomas dotąd błądził wzrokiem w dali za oknem, ale teraz skierował go na mnie. Bez pośpiechu, ale i bez uników. Miałam wrażenie, że temperatura w pomieszczeniu się zmieniła. Zadrżałam, starając się nie przerywać tego kontaktu.
- Może tak. Bo jeszcze bym cię polubił, a na to raczej nie jesteśmy gotowi.
- Dlaczego? Dobrze jest mieć poprawne kontakty z trenerem swojego faceta.
Celowo wspomniałam o Pawle, by przypomnieć, że jestem zajęta. Nie byłam tylko pewna, komu to przypomnienie jest potrzebne.
- Chcesz zawieszenia broni? - uśmiechnął się lekko kpiąco. Nie miałam pojęcia jaka jest właściwa odpowiedź na to pytanie.
Krótko znałam Thomasa, ale każda rozmowa z nim była jak stąpanie po polu minowym. Zdania miały drugie dno. Spojrzenia zaprzeczały słowom. Zmuszał mnie do wytężonej uwagi i wspinania się na wyżyny elokwencji. Był tak inny od Pawła, z którym mówiło się po prostu, bez gierek, bez prowokacji, bez wysiłku. Thomas szalenie mnie męczył. I ekscytował.
- Na płaszczyźnie zawodowej możemy spróbować. Na więcej chyba rzeczywiście mnie nie stać.
Dalej patrzył mi prosto w oczy i na chwilę zapadło milczenie.
- Musisz to zmienić... Ten fragment o technice lotu. Za dużo tu szczegółów, a ja nie chcę aż tyle pokazywać na zewnątrz.
To nagłe przejście od flirtu do pracy zbiło mnie z tropu. I chyba trochę... rozczarowało. Zerknęłam jednak w notatki i włożyłam maskę idealnej dziennikarki.
Reportaż powoli formował się w całość, a wprowadzane przez Thomasa poprawki były trafne i błyskotliwe. Od razu dało się wyczuć, że działania PR-owe nie są mu obce. Nasza współpraca dobiegła końca wraz z drugą kawą, a do rozpoczęcia treningu zostało jeszcze ponad 20 minut.
- Dziękuję - powiedziałam, podnosząc się.
- Zostań jeszcze chwilę - poprosił nieoczekiwanie. - Potrafimy chyba rozmawiać też na inne tematy? Sprawdźmy, ile wytrzymamy bez naskakiwania na siebie.
- Rzucasz mi wyzwanie? Po co?
- Bo ciężki dzień przede mną i potrzebuję trochę rozrywki.
- I mam być twoim zwierzątkiem cyrkowym?
Skrzywił się lekko.
- Dlaczego to tak określasz? Masz po prostu spędzić ze mną czas. Jeśli chcesz.
Spuściłam wzrok, żeby nie zauważył, że jestem lekko zestresowana. Czym innym była konsultacja materiału, a czym innym rozmawianie z nim, bo "chcę".
- Nie chcę - oznajmiłam w związku z tym. - Ale i tak planowałam zaczekać na Pawła, więc twoją obecność tutaj potraktuję po prostu jako drobną niedogodność.
Chciałam za wszelką cenę uniknąć spotkania naszych oczu, więc przeniosłam wzrok na stolik. Skutkiem ubocznym tego działania było to, że teraz mogłam podziwiać jego dłonie i przedramiona.
- Co oznacza ten tatuaż?
Moje ciało zareagowało szybciej niż głowa. Przesunęłam palcem po grzbiecie jego dłoni i natychmiast zdałam sobie sprawę, że dotykam go po raz pierwszy. Podobała mi się faktura jego skóry. I to, że zadrżał, przez co nie było mi niezręcznie, że sama jestem roztrzęsiona.
- Nic. Pełni tylko funkcję dekoracyjną - odpowiedział całkowicie spokojnie, ale w jego oczach czaiło się napięcie.
- Nie wierzę. To byłoby infantylne. A ty taki nie jesteś.
- O proszę, czyżbyś teraz ty doceniła moje zalety?
- Brak wady to nie jest automatycznie zaleta - roześmiałam się i dopiero zauważyłam, że nasze dłonie wciąż się dotykają. Cofnęłam swoją natychmiast.
- To mandala - wyjaśnił Thomas. - Symbol równowagi.
- Jesteś zrównoważony? - rzuciłam kpiąco. - Nie widać.
- Nie jestem, ale chciałbym. Zaklinam rzeczywistość.
- Oboje dobrze wiemy, że tu chodzi o coś więcej - powiedziałam przeciągle.
- Może kiedyś ci opowiem. Ale nie zdradzam wszystkiego na pierwszej randce.
Zanim zdążyłam się oburzyć, Thomas spojrzał na moje odsłonięte przedramiona i stwierdził:
- Dużo tu miejsca, które można dobrze zagospodarować. Myślisz o zrobieniu sobie tatuażu, prawda? Dlatego zapytałaś o mój?
- Myślę, ale nie powiem ci o jakim. Nie zdradzam wszystkiego na pierwszej randce.
Docenił moją odpowiedź uśmiechem, a potem po prostu mnie dotknął. I świat niebezpiecznie się zachwiał.
- Pierwszy tatuaż jest najważniejszy, wyznacza kierunek kolejnym - mówił powoli, gładząc moją skórę, a ja koncentrowałam się wyłącznie na tym, by nie zapomnieć o oddychaniu. To było niedorzeczne. Głupie. I cholernie przyjemne.
- Dlatego ważne jest, żebyś mogła często na niego patrzeć. Kolejne mogą być już w innych miejscach... - jego palce powędrowały wyżej, do ramienia, a potem w kierunku obojczyka i szyi. Odgarnął mi kosmyk włosów z twarzy.
Jakaś część mnie zdawała sobie sprawę, że powinnam skończyć z tym natychmiast, zanim przekroczymy point of no return. Mimo to nawet się nie poruszyłam.
- Kochanie, zaraz mam trening, ale zdążyłem jeszcze przyjść po buziaka - dobiegł mnie gdzieś z innej planety głos Pawła.
Oboje z Thomasem instynktownie odskoczyliśmy od siebie. Przy okazji zrzucając filiżankę. Jak w tanim serialu. Nie wiem czy bardziej zapamiętałam dźwięk tłuczonego szkła, zaszokowaną twarz swojego faceta czy to, jak nagle zimno się zrobiło.
- Przeszkadzam? - warknął Paweł. Widziałam, że z trudem hamuje furię i robi to prawdopodobnie tylko dlatego, że ma przed sobą swojego trenera.
- Ale ze mnie niezdara - roześmiałam się nerwowo, wskazując na szczątki filiżanki. - Oczywiście, że nie przeszkadzasz. Właśnie skończyliśmy.
- Montować materiał - wszedł mi w słowo Thomas. Również był nieco wytrącony z równowagi, ale radził sobie lepiej ode mnie.
- Widzę - Paweł nasycił to jedno słowo maksymalną dawką ironii. - Myślałem, że trening się już zaczął.
- Bo zaczął - Thomas podniósł się, a potem spojrzał na mnie i daję słowo, że dostrzegłam w jego wzroku cień rozbawienia. - Dziękuję za dobrą współpracę.
Wyszli obaj, a ja oparłam się o ścianę z myślą, że potrzebuję teraz czegoś mocniejszego niż kawa.

***

- Możesz mi to jakoś logicznie wytłumaczyć? - zaczął Paweł już od progu.
Czekanie aż wróci z treningu było dla mnie udręką. Chciałam zbagatelizować ten incydent w kawiarni, ale każda linia obrony wydawała mi się nieszczera. Głównie dlatego, że naprawdę czułam się winna.
- Nie wiem o co ci chodzi - zaczęłam grać na czas.
- Co wy tam robiliście? I zanim zaczniesz mówić coś o pracy to chciałbym ci tylko uświadomić, że robienie reportażu i obmacywanie to dwie różne czynności.
Był naprawdę wzburzony i mówił głośniej niż powinien.  A potem zbliżył się do mnie i zobaczyłam w jego oczach coś, czego bałam się najbardziej - rozczarowanie.
- Biedronka - rzuciłam bez namysłu, gardząc samą sobą. - Chodziła mi po twarzy i poprosiłam, żeby ją zdjął. A potem ty nas zaskoczyłeś, zrobiło się zamieszanie... Pewnie z twojej perspektywy to musiało wyglądać dziwnie. Przepraszam.
- Biedronka? - Paweł był skołowany. - Skąd się tam wzięła? W środku zimy?
- Nie wiem, też byłam zdziwiona... Ale jeszcze bardziej dziwi mnie, że podejrzewasz mnie o jakieś abstrakcyjne rzeczy. Przecież ja nie cierpię tego człowieka! Spotkałam się z nim wyłącznie dlatego, że mnie zaszantażował. Ostatnie, na co miałabym ochotę to jakieś spoufalanie się z nim.
- Wyglądało to zupełnie inaczej. I czuję, że właśnie robisz ze mnie idiotę.
- O rany, Paweł! Nie wierzę, że kłócimy się z tak niedorzecznego powodu. Co ty mi właściwie sugerujesz? Że on mi się podoba?
- A podoba?
- Nie! Oczywiście, że nie! - zawołałam zbyt szybko i zbyt gorliwie. Zdawałam sobie sprawę, że przegrywam w tej dyskusji i że fatalna ze mnie kłamczucha.
Ale najstraszniejsze było to, że ktoś zauważył i wyciągnął na światło dzienne fakt, który starałam się ukryć przed samą sobą. Thomas wprowadził mnie w dziwny stan na granicy jawy i snu. Będąc przy nim czułam jak nigdy wcześniej, że mam skórę, że jestem zbudowana z drżących cząsteczek, że jestem krucha i plastyczna. Budził mnie. A może niszczył. A może to były synonimy. Ten moment powinien być nasz, nie wymagał widowni i jakiś fragment mnie był zły na Pawła, że stanął w tamtych drzwiach i przerwał coś, co urodziło się tak łatwo, zbyt łatwo jak na dwoje nienawidzących się ludzi. Odwróciłam się świadoma, że ta gonitwa myśli odbija się na mojej twarzy. Nie chciałam się z tym mierzyć. Chciałam wtulić się w swojego faceta i przekonać, że to moje najlepsze miejsce na ziemi. I może bym to nawet zrobiła, gdyby nie rozdzwoniła się jego komórka.
- Cześć Magda - rzucił zupełnie innym tonem niż dotychczas, a potem po prostu wyszedł do drugiego pokoju.

sobota, 14 października 2023

pięć.

Czasami cisza buduje największe mury.


Nie rozmawiałam z Pawłem o tym, co wydarzyło się na imprezie, ale nie było dnia, bym nie odtwarzała tego w głowie. Co gorsza, nie byłam na niego wściekła, a raczej po prostu... smutna. Rozczarowana. I przerażona, że ta świeżo odnowiona  znajomość z Magdą prowadzi do czegoś, co zrujnuje mój świat. A przecież tak niedawno poskładałam się na nowo. Nie byłam gotowa na kolejne burze, a już na pewno nie na takie, które pozbawią mnie miłości mojego życia.

Tak, rzadko mówiłam to głośno (może nawet wcale?), ale Paweł przez ostatni rok dał mi więcej szczęścia niż odczułam kiedykolwiek. Pamiętałam wszystkie nasze poranki, skradanie sobie zaspanych pocałunków, długie spacery, napady głupawki, rozmowy o niczym i o wszystkim. Pamiętałam, że godzinami potrafił trzymać mnie za rękę, gdy przeżywałam coś trudnego, a ta milcząca obecność koiła każdy ból. Nie mogłam tego stracić.

Podskórnie czułam, że brak konfrontacji w sprawie Magdy oddala nas od siebie, ale nie wiedziałam jak podjąć ten temat. Zazdrość i ograniczanie przestrzeni drugiej osoby były takie totalnie nie w moim stylu. Sama kochałam chodzić własnymi drogami i miałam wielu kolegów, a gdyby Paweł miał o to do mnie pretensje to po prostu bym go wyśmiała. Przegadałam tę kwestię z dziewczynami, ale miały rozbieżne opinie. Monika radziła mi nie wpadać w paranoję i spokojnie obserwować rozwój sytuacji, Ola natomiast była zdania, że należy mu się karczemna awantura.

- Ja to widziałam na własne oczy, więc mam większe prawo oceniać. Jak ty i Żiga zajmiecie się sobą to nawet trzęsienie ziemi na drugim końcu ulicy nie zrobi na was wrażenia. Dlatego milcz! - denerwowała się Ola, hojnie nalewając nam rumu. Monika nie wyglądała na urażoną, w odpowiedzi zrobiła tylko rozmarzoną minę. Wolałam nie pytać co oni wyczyniali podczas tej imprezy.

Leżałam na białym puchowym dywanie w tym samym domku w Kuusamo, który zajmowałyśmy w zeszłym roku. Otaczająca nas zima wciąż była spektakularna, sauna idealnie nagrzana, a skandynawskie jedzenie rozpływało się w ustach. Czułam się jednak zupełnie inaczej. Smutniej. Jakby moje życie było planszą, którą ktoś potrząsnął i powywracał wszystkie pionki.

- No dobra, a co działo się po powrocie do domu? Mówił coś o niej?

- Nic nie mówił, poszliśmy spać. A następnego dnia zrobił mi śniadanie do łóżka, bo stwierdził, że wypiłam więcej od niego i wymagam opieki. Był taki jak zawsze, ale...

- Ale ty już sobie wyobrażasz najgorsze scenariusze, bo taka jesteś. To nie jest wina Pawła, tylko twojej głowy - oznajmiła Monika. - Przecież on cię kocha jak wariat i nawet całe stado takich chudych wydr jak Magda tego nie zmieni. Ogarnij się!

- Nie wiem, mam jakieś złe przeczucia...

- Znamy się kilkanaście lat i jeszcze nigdy nie usłyszałam od ciebie, że masz dobre. Moim zdaniem powinnaś raczej zastanowić się nad prezentem na waszą rocznicę. Sama coś zgarnęłaś... - Monika wymownie spojrzała na bransoletkę zdobiącą mój lewy nadgarstek - Więc może czas na rewanż?

Uśmiechnęłam się tylko, bo akurat o tym nie musiała mi przypominać. Niespodzianka od dawna była gotowa.


***


Niedzielny konkurs okazał się dla Pawła wyjątkowo pechowy. Jak zwykle w Ruce pierwsze skrzypce odegrał wiatr, a dla niego przygotował same fałszywe nuty. Odrobinę spóźnił skok, ale dałby radę to uratować, gdyby nie gwałtowny podmuch w plecy, który zmusił go do lądowania na 112. metrze. Poskutkowało to 31. miejscem ze stratą zaledwie 0,2 pkt do awansu. Paweł był wściekły. Po pierwszej serii przeniósł się do Fis Family, ale tylko przelotnie mnie pocałował i nie chciał rozmawiać. Wiedziałam, że w takich chwilach potrzebuje spokoju, żeby uporać się z rozczarowaniem, więc nie naciskałam. Śledziłam skoki pozostałych reprezentantów Polski i trzymałam kciuki za Kamila Stocha, który trafił na szczęśliwy los w tej wietrznej loterii i zajmował drugie miejsce z niewielką stratą do Bendika.

- Jestem beznadziejny - Paweł w końcu przerwał milczenie, wtulając się w rękaw mojej kurtki.

- Zwariowałeś? Przecież nie było w tym twojej winy! Wielu czołowych zawodników wycięły warunki, jak zawsze na tej skoczni.

- Teoretycznie tak, ale... Mogłem postarać się bardziej. Myślę, że Thomas znajdzie wiele błędów w tym skoku.

- I dobrze, w końcu za to mu płacą - rzuciłam, dziwnie niezadowolona, że o nim rozmawiamy.

- Na treningach wygląda to u mnie zupełnie inaczej. Wiem, co mam robić i nieźle mi to wychodzi. A na zawodach nagle wszystko przestaje funkcjonować... Może za bardzo mi zależy?

- Chętnie obejrzałabym wasz trening. Może z dystansu zwróciłabym uwagę na coś, co tobie umyka.

- To jest świetny pomysł - rozpromienił się Paweł. - Przyjdź, proszę. Nawet jutro z rana.

Dotarło do mnie, że w tym celu będę musiała poprosić o zgodę wielkiego Thomasa Thurnbichlera. I zapewne być dla niego miła, choć wolałabym mu obić ten śliczny pysk. Wiedziałam jednak, że to zrobię, jeśli dzięki temu Paweł dalej będzie się uśmiechać.


***


- Za bardzo przechylasz się w prawo, Piotrek! Skoryguj pozycję. Kuba, tracisz koncentrację w kluczowym momencie i spóźniasz wybicie! -  podczas gdy Thurnbichler wygłaszał swoje pseudoprofesjonalne opinie, a Mark Nölke kiwał zawzięcie głową, ja siedziałam na dolnej trybunie sali gimnastycznej w towarzystwie Moniki i Oli.

Dziewczyny były podekscytowane, że oglądają przygotowania do skoków od kuchni, mimo że tego typu treningi niemal zawsze są zamknięte dla widowni. Musiałam wspiąć się na wyżyny dyplomacji, przekonując Thurnbichlera, że udzielenie nam zgody na nagranie materiału na kanał nie jest czystym wariactwem. Teraz na szczęście mnie ignorował, dzięki czemu mogłam skupić się na obserwacji Pawła, ćwiczącego właśnie skoki w miejscu.

- Nie uzyskasz płynności ruchów, jeśli będziesz taki spięty - stwierdził Thomas. - Może jednak twoja dziewczyna nie powinna tutaj być?

- Przecież na zawodach jestem zawsze i jakoś mu to nie szkodzi - wtrąciłam, lekko zirytowana, ale nie zaszczycił mnie nawet spojrzeniem.

- Rozluźnij się, Paweł. Dobrze wiem, że stać cię na więcej. Poćwiczymy ten element wybicia, który ostatnio nie zafunkcjonował w konkursie. Musisz to robić bezrefleksyjnie, a na razie za dużo myślisz i przynosi to kiepskie skutki.

Odniosłam wrażenie, że Paweł staje się coraz bardziej ponury i mniej energiczny, ale posłusznie ćwiczył dalej.

- Zaczekaj, pokażę ci.

Thomas wszedł na bieżnię i przeskoczył płotek ze sporym zapasem. Zrobił to tak szybko i zdecydowanie, że mimowolnie poczułam uznanie, jednocześnie starając się nie myśleć o tym, że mięśnie ud seksownie mu się napięły.

Paweł spróbował powtórzyć skok, ale nie wyszło mu to tak imponująco. Po kilku kolejnych próbach opadł na matę zrezygnowany.

- Nie siadaj, to nie koniec na dziś. Teraz trochę cardio, a potem wrócimy do techniki. Pięć okrążeń dla wszystkich - Thomas wydał kolejną dyspozycję i dołączył do biegnących zawodników. Zauważyłam, że moje przyjaciółki przyglądają mu się z zainteresowaniem wykraczającym poza obszar zawodowy i nie do końca mogłam je za to winić.

Po serii ćwiczeń wysiłkowych, w których Thomas z zaangażowaniem uczestniczył, Piotrek Żyła zaczął zawodzić, że jest mu gorąco.

- To się rozbierz - rzucił Paweł przez zęby, na co Piotrek od razu się wyszczerzył.

- Trenerze, mogę?

- Nie jest to zły pomysł - odpowiedział Thomas, po czym jednym płynnym ruchem zdarł z siebie biały t-shirt. Mimowolnie wciągnęłam głośno powietrze. Miał perfekcyjne ciało. Umięśnioną klatę, wyraźnie zarysowane obojczyki i ramiona pokryte tatuażami. Natychmiast przeniosłam wzrok na Pawła, ale ogarnęło mnie niebezpieczne drżenie. Nie cierpiałam tego człowieka, ale nie można było zaprzeczyć, że olśniewał. Wciąż na mnie nie patrzył i byłam za to wdzięczna, bo na pewno nie zdołałabym zapanować nad emocjami.

- O rany, jaki masz głód w oczach - szepnęła mi do ucha Ola. - Ogarnij się, bo twój facet się zorientuje, że to nie o nim teraz fantazjujesz.

- Zawsze fantazjuję o nim - rzuciłam szybko i zajęłam się robieniem zdjęć głównie chyba po to, by ukryć twarz za obiektywem.

- Jesteś już zaspokojona? Napatrzyłaś się? - usłyszałam za sobą.

W końcu się do mnie odezwał. Pierwszy raz od godziny. I oczywiście musiało to być coś obraźliwego.

- Słucham? - rzuciłam z oburzeniem, podtrzymując jego spojrzenie. Wyglądał na zaskoczonego moim tonem.

- Pytam, czy zobaczyłaś wszystko, czego chciałaś. Trening się kończy, ale jeżeli potrzebujesz jeszcze jakichś przebitek to mogę go przedłużyć.

- Potrzebujemy jeszcze tylko rozmowy z najważniejszą osobą na tej sali - wtrąciła Monika, odsuwając mnie na bok. Polemizowałabym, czy akurat Thurnbichler był tu najważniejszy, ale byłam jej wdzięczna, że wyzwoliła mnie spod jego wzroku. Bo parzył. Bardziej niż powinien.

 

***

 

Perfekcyjne planowanie było jedną z niewielu umiejętności, którą zachowałam z poprzedniego życia. Nie zabierałam się za to zbyt często, ale ta okazja była wyjątkowa.

Małe przetasowania w miejscach noclegowych dla słoweńskiej i norweskiej kadry sprawiły, że odesłałam przyjaciółki w dobre ręce i miałam nasz domek tylko dla siebie. Sauna była już gotowa, outfit czekał w sypialni, a ja krzątałam się po kuchni. Znając mało entuzjastyczny stosunek Pawła do skandynawskich potraw zadbałam o to, by poczuł się jak u siebie. Schabowy z ziemniakami może nie był najbardziej romantycznym daniem pod słońcem, a sprowadzenie składników w okolice koła podbiegunowego graniczyło z cudem, ale wiedziałam, że tego dokładnie potrzebuje, zwłaszcza po kolejnych średnio udanych zawodach. Tym razem zmieścił się w czołowej trzydziestce i była to jedyna dobra rzecz, którą dało się powiedzieć o jego występie.

- O rany, co tak pachnie? - uśmiechnął się z lubością, przekraczając pół godziny później próg domku. - Która z was odkrywa talenty kulinarne?

- Ja, bo tak się składa, że nikogo innego tu nie ma - oznajmiłam, przytulając się do niego. Zlustrował mnie wzrokiem i moja nowa kobaltowa sukienka musiała zrobić na nim wrażenie, bo jego uśmiech jeszcze się poszerzył.

- Jesteśmy sami?

- Tak. Do rana.

Zajęliśmy się kolacją i sączeniem wina przy akompaniamencie najnowszej płyty Cigarettes After Sex. Mimo odrobinę bardziej uroczystej oprawy to był zwyczajny wieczór, jakich przeżyliśmy razem wiele. To było jedną z piękniejszych stron naszego związku - nie musieliśmy niczego udawać ani sztucznie sobie imponować. Docenialiśmy po prostu to, że jesteśmy blisko siebie, możemy się sobie zwierzyć, ale też wspólnie pomilczeć.

- Mam coś dla ciebie - stwierdziłam w końcu.

- Prezent? - Paweł ucieszył się jak dziecko, a potem zaniemówił, gdy z kolorowego pudełka wypakował kurtkę, w której jego ukochany kierowca rajdowy, Max Verstappen, wygrywał Grand Prix Abu Zabi 2021. - Jakim cudem... Kochanie, jak to zdobyłaś?

- Nie zdradzam swoich metod, ale dla miłości życia jestem w stanie postarać się o wiele.

Chwilę później, śmiejąc się, tonęłam w jego gorączkowych uściskach.

- Jesteś perfekcyjna - wyszeptał, a dłońmi przesunął po mojej talii i dokładnie tyle wystarczyło, bym zapłonęła. Poddałam się temu dotykowi, jednocześnie wsuwając palce pod jego koszulkę. Podchwycił moje spojrzenie, z którego bez trudu wyczytał na co mam ochotę. Nie musiałam długo czekać, aż rozepnie zamek mojej sukienki. Coraz bardziej wygłodniałe ruchy rąk łagodził pocałunkami, które choć pełne pasji, były na swój sposób delikatne. Syciliśmy się sobą, jakbyśmy odkrywali się po raz pierwszy.

Kiedy usłyszałam sygnał telefonu, jęknęłam rozczarowana.

- Odbierz, mamy mnóstwo czasu - wyszeptał Paweł, całując mnie po szyi.

Sięgnęłam po aparat, nie przerywając naszych uścisków, ale głos po drugiej stronie sprawił, że odskoczyłam jak oparzona.

- Słyszałaś o czymś takim jak autoryzacja? - zapytał Thomas Thurnbichler, przeciągając głoski, przez co to zdanie zabrzmiało jak świntuszenie. Pewnie byłby seksowny nawet recytując Bogurodzicę.

- Skąd masz mój numer? - odparłam niemądrze, jakby miało to jakieś znaczenie.

- Artykuł 14a waszego prawa prasowego mówi wyraźnie, że obowiązkiem dziennikarza jest uzyskanie zgody osoby cytowanej na użycie jej wypowiedzi, a w tym przypadku chodzi także o poufne informacje związane z metodami treningowymi kadry.

- Przecież jeszcze niczego nie opublikowałam.

- I nie zrobisz tego, dopóki nie ustalimy wspólnie które fragmenty i w jakim zakresie możesz wykorzystać.

- Zmontuję materiał i prześlę ci do akceptacji - starałam się, by mój głos zabrzmiał grzecznie, ale całą sobą wciąż byłam w ramionach swojego faceta i marzyłam o powrocie do przerwanej czynności.

- Nie. Spotkamy się i przegadamy ten temat.

- Czemu zwracasz się do mnie? To Monice udzieliłeś wywiadu.

Na chwilę w słuchawce zapadła cisza, ale myliłabym się uznając, że wielki pan trener dał się zbić z tropu.

- Bo ci nie ufam - poinformował mnie. - Zwłaszcza po twoim ostatnim materiale z moim udziałem. Albo się spotkamy, albo możesz wyrzucić swoją pracę do kosza. Nie wiem tylko jak to wytłumaczysz przyjaciółkom.

- Uwielbiasz rozkazywać ludziom, prawda?

- To tylko jedna z wielu rzeczy, które uwielbiam robić...

- Nie jestem tym zainteresowana - przerwałam mu.

- Prześlę ci szczegóły spotkania sms'em.

- Świetnie. Mogłeś od razu tak zrobić, zamiast wydzwaniać w środku nocy.

- Mogłem, ale miałem ochotę cię obudzić. A kiedy mam na coś ochotę to robię to bez zastanowienia.

- Nie chcę cię rozczarować, ale akurat nie sen mi przerwałeś. Dobranoc.

Niemal rzuciłam słuchawką, a potem znów odwróciłam się do Pawła. Buzująca w żyłach złość sprawiła, że wbiłam się w jego usta z jeszcze większą pasją. Złapał mnie za nadgarstki i przygwoździł do ściany, ale dziś to ja chciałam dominować. Wyswobodziłam się z uścisku i przejęłam inicjatywę, ściągając jego koszulkę i obsypując pocałunkami każdy skrawek skóry. Mój ulubiony smak w życiu.

- Ty chyba bardzo za mną tęskniłaś, kochanie - roześmiał się tuż przy moich ustach.

- Nigdy nie jesteś wystarczająco blisko mnie, żebym nie tęskniła.

- Zrobię co mogę, żeby być jak najbliżej.

Podniósł mnie i zaniósł do łóżka. W oszałamiającym tempie pozbyliśmy się reszty ubrań. Przepełniało mnie pożądanie i spokój jednocześnie - zaskakująca mieszanka i możliwa tylko przy nim. Wiedziałam, że jestem we właściwym miejscu. Chciałam rozkoszować się każdą chwilą. Jego dotykiem, zapachem, przyspieszającym oddechem. Jak zwykle doskonale wiedział co robić, by potęgować moją przyjemność. Odliczałam sekundy do momentu, aż poczuję go w sobie, ale wtedy poprzez grającą w tle muzykę i nasze westchnienia przebił się ostry dźwięk smartfona.

- Cholera jasna, nawet nie myśl, że pozwolę ci odebrać - wyszeptał Paweł, nie przestając całować mojego brzucha.

- Nikt nie dzwoni, to My Aurora - stwierdziłam ze zdziwieniem.

- Ta aplikacja od polowania na zorze?

- Dokładnie tak.

- Rany, serio? - mój mężczyzna nie wyglądał na zachwyconego, ale znał mnie na tyle dobrze, by wiedzieć, że nie zmarnuję takiej okazji. Odsunął się powoli i sięgnął po zmięte ubrania, podczas gdy ja rzuciłam się, żeby sprawdzić w którym miejscu pojawiła się zorza.

- To tylko kilka kilometrów od nas!

- Na zewnątrz jest koszmarnie zimno, wiesz? A tu jest mi teraz najlepiej na świecie.

Uśmiechnęłam się, jeszcze raz go całując.

- A mnie jest najlepiej na świecie po prostu wszędzie tam, gdzie ty jesteś. Bez względu na temperaturę.

Chwilę później zanurzyliśmy się w fińską mroźną noc. Razem.



sobota, 6 maja 2023

cztery.

Najpiękniejsze wędrówki palców po skórze to te po zapadnięciu zmroku. Nic wtedy nie rozprasza zmysłów, można milczeć i chłonąć.

Dotykanie Pawła to droga, którą znam, którą przebyłam już setki razy, a jednak nadal mnie fascynuje. Zachwycam się każdym zagłębieniem skóry, każdą wypukłością, każdym drobnym defektem. Uwielbiam na niego patrzeć i uwielbiam, gdy on patrzy na mnie. Wiem, że przy nim wszystkie moje strachy, wątpliwości i emocje są bezpieczne.

Zakochałam się w Pawle niespodziewanie i gwałtownie, będąc w momencie życia, w którym miłość była ostatnim, czego potrzebowałam. Związek z Markiem, tak idealny i tak pusty w środku sprawił, że sama sobie odebrałam prawo do przeżywania wielkich emocji. Nie wierzyłam, że coś może być naprawdę. Otoczyłam się pancerzem, a Paweł po prostu się pojawił i postanowił przy mnie zostać. Nie przyspieszał niczego, tylko podarował mi swoją niesłabnącą cierpliwość. Najpierw byłam tym zdziwiona, czekałam aż się znudzi i sobie pójdzie. Potem zaczęłam nieśmiało wierzyć, że on chce mnie poznać, że fascynuję go jako człowiek. Że akceptuje prawdziwą mnie, a nie tę beznamiętną wyidealizowaną wersję, którą prezentowałam światu jeszcze kilka miesięcy temu.

Nienawidziłam nocy bez niego i byłam teraz na siebie zła za tę żenującą scenę z Thurnibichlerem. Co prawda działał mi na nerwy, ale ta chwila triumfu, gdy upokarzałam go przed kamerą nie była warta całych godzin samotności. Wiedziałam, że Paweł śpi na tym samym piętrze, kilka drzwi dalej i ta świadomość wypełniała mnie tęsknotą.

"Przepraszam. Nie wiem co we mnie wstąpiło. I dobrej nocy", napisałam do niego, z każdą chwilą coraz bardziej pełna wyrzutów sumienia. Miałam nadzieję, że mój popis nie popsuje mu relacji z trenerem.

"Nie przepraszaj, nieźle się bawiłem. Teraz bawię się gorzej, ale jutro wszystko nadrobimy" - odpowiedź nadeszła błyskawicznie i sprawiła, że mogłam zasnąć z uśmiechem na twarzy.


***


- Ubierz się ciepło, bo zabieram cię na wycieczkę - Paweł objął mnie w pasie, a potem przejechał ustami po mojej szyi. Zadrżałam jak zawsze, ale zaraz potem podniosłam na niego zaskoczony wzrok.

- Kiedy?

- Teraz, zaraz! Żeby zdążyć przed zmrokiem.

- No ale przecież... miałeś już plany - wydukałam.

Magda. Kawa. Spotkanie po latach. Urocze wspomnienia i anegdotki. Nadrabianie straconego czasu. Wieczór we dwoje. Seria tych słów wybuchła mi w głowie, wydobywając na powierzchnię lęk, do którego nie potrafiłam się przyznać. Przez cały dzień starałam się nie myśleć o ich spotkaniu, ale prawda była taka, że ta dziewczyna mnie niepokoiła.

- Jakie? - Paweł był wyraźnie zdezorientowany. - Zapomniałem o czymś ważnym? Ale o czym? Przecież Thomas dał nam już czas wolny.

- Umówiłeś się z koleżanką... - powiedziałam trochę wbrew sobie.

- A, Magda. Rzeczywiście. Ale nie ustaliliśmy konkretnego terminu, będzie jeszcze okazja. A przecież niedzielne popołudnia są nasze.

Paweł uśmiechnął się kącikiem ust, tak jak podobało mi się najbardziej, a potem wziął mnie za rękę. A ja pomyślałam sobie, że za nim mogłabym pójść wszędzie.


***


Ochodzita była miejscem, które zawsze mnie fascynowało. Położona przy ruchliwej drodze pośrodku niczego, wypukła i bezleśna góra w żaden sposób nie pasowała do pozostałych szczytów Beskidu Śląskiego. Na pierwszy rzut oka totalnie niepozorna, ale wystarczył kilkunastominutowy spacer zboczem, by przenieść się w inny świat. Bez względu na pogodę i porę roku roztaczająca się stąd panorama była magią. Można było dostrzec nie tylko Równicę, Wielką Czantorię i Kotlinę Żywiecką, ale też Babią Górę, a nawet Tatry. Tutaj czuło się swoją małość wobec natury i to wcale nie było przytłaczające, a wręcz przeciwnie - napełniało spokojem.

Wtulona w swojego faceta patrzyłam jak późnojesienne słońce przegrywa walkę ze zmrokiem. Zachody były tu spektakularne. Mimo listopadowej aury na niebie przeplatała się ze sobą setka kolorów.

- Lubię tu być - wymruczałam Pawłowi w rękaw. - Dziękuję za tę wycieczkę.

- Przychodziłem tutaj z Kasią. Po konkursach, które mi nie wyszły. Zjadaliśmy na pół paczkę chipsów w tajemnicy przed rodzicami i trenerem. - Paweł uśmiechnął się do wspomnień. - Gdy byliśmy starsi to zamiast chipsów wjeżdżało piwo. Jedna butelka, zawsze wspólnie. Taka nasza tradycja. Jej pomysł, żebym mógł jakoś odreagować.

- Czyli Kasia miewa ludzkie odruchy? - nie mogłam powstrzymać się od ironii.

- Czasem. Rzadko - roześmiał się. - Przez długi czas żyłem trochę w jej cieniu. Ona wygrywała turnieje, a ja byłem tym biednym Pawełkiem, który rozbił sobie głowę w Wiśle i boi się latać. Ale ona sama nigdy nie dała mi odczuć, że uważa mnie za kogoś gorszego. A potem nagle wszystko się odwróciło. Jej kariera stanęła w miejscu, a ja dostałem powołanie. Wiedziałem, że ta sytuacja nie jest dla niej łatwa, bo jest cholernie ambitna. Bardziej niż ja. Trochę się zaczęło wtedy psuć między nami.

Słuchałam Pawła z uwagą, bo po raz pierwszy dzielił się ze mną taką intymną opowieścią o siostrze. Wiedziałam, że mają bliską relację, co mnie zawsze trochę dziwiło, bo mieli skrajnie różne usposobienie. Krzykliwa i otwarta Kasia, rozpychająca się w życiu łokciami w niczym nie pasowała do introwertycznego i niepewnego siebie brata. A jednak dogadywali się i wspierali. Chciałam z nią złapać dobry kontakt - w końcu kochałyśmy tego samego faceta - ale nigdy nie było to proste.

- Kiedy podjęła decyzję o zakończeniu zawodowej kariery, to ja ją tu przyprowadziłem - mówił dalej Paweł. - Długo płakała, a ja powtarzałem jej, że ma rację, bo robi to, czego potrzebuje.

- Uwierzyła ci?

- W końcu tak. Ale potrzebowałem do tego trochę więcej niż jednej butelki piwa - roześmiał się, ale zaraz spojrzał na mnie z powagą. - Szkoda, że jej nie lubisz.

- Lubię - wtrąciłam szybko, ale kiedy obdarzył mnie drwiącym uśmieszkiem postanowiłam jednak być szczera. - Nie znam jej zbyt dobrze, a ona nie daje się poznać. Mam wrażenie, że to raczej ona  nie lubi mnie.

- Może jest troszkę zazdrosna, że jej mały braciszek ma teraz inną najważniejszą kobietę. Ale prędzej czy później się z tym pogodzi, bo akurat ta kwestia nie podlega negocjacjom.

- Jestem dla ciebie najważniejsza? - spytałam, choć przecież wielokrotnie mnie o tym zapewniał. W przeciwieństwie do mnie Paweł nie miał problemu z wypowiadaniem wielkich słów.

- Totalnie absolutnie najważniejsza. I dlatego coś dla ciebie mam.

Odsunął się ode mnie na milimetr i zaczął przeszukiwać kieszenie kurtki, a po chwili wręczył mi małe czerwone pudełeczko.

- O rany, Wąsek, czym sobie zasłużyłam?

- Tym, że jesteś - skwitował krótko. - Otwórz.

W środku znajdowała się srebrna bransoletka z zawieszką w kształcie niedźwiadka. Wyglądał znajomo.

- Symbolem Wisły jest właśnie niedźwiedź. A w Wiśle wszystko się między nami  zaczęło, więc pomyślałem sobie, że to będzie fajny początek...

- Paweł... - przez chwilę nie wiedziałam co powiedzieć, okazywanie wdzięczności i wzruszenia nie było moją mocną stroną. - Jest przepiękna.

- Zawieszka jest na razie tylko jedna, bo spędziliśmy jeden rok razem. W przyszłym roku dam ci kolejną. I tak do końca życia.

Przytuliłam się do niego najmocniej jak potrafiłam.

- Wiesz, że cię kocham? - zapytałam cicho.

- Hmm, możesz powtórzyć?

- Kocham cię.

- Nic nie słyszę, powiedz to jeszcze raz.

- Kocham cię! - wrzasnęłam, a echo zwielokrotniło moje słowa.

- Jasne, że o tym wiem. Ale tak rzadko to mówisz, że musiałem się nacieszyć.

- Kocham. Kocham. Kocham - po każdym słowie dawałam mu coraz dłuższego buziaka, aż w końcu przylgnęliśmy do siebie ciasno i nie było już miejsca na nic poza oddechem.


***


"Zdziro, widzę Cię w Gołębiewskim najpóźniej o 21. Musimy pogodzić się przy alkoholu" - na naszej wspólnej konwersacji na messengerze pojawiła się wiadomość od Moniki, a Ola natychmiast ją polajkowała. Stanowczo wolałam spędzić wieczór i noc skryta w ramionach Pawła, ale z drugiej strony dziewczyny jutro z rana wyjeżdżały, a wypadało się jakoś dogadać po tej małej scysji. "To jesteśmy pokłócone?" - zapytałam. "Może tak, a może nie. Postawisz nam drinka i omówimy ten temat" - odpisała Ola. Wiedziałam, że dalsze dyskusje są zbędne.

Trzy godziny później nasze sześcioosobowe grono zajmowało lożę w  klubie. Ja wraz z Pawłem, Żigą i Fredrikiem sączyliśmy whisky saute, a dziewczyny wybrały kolorowe drinki. Odrobinę kręciło mi się w głowie nie tyle od alkoholu, co od jaskrawych świateł i mocnych dyskotekowych dźwięków. To nie do końca było moje środowisko naturalne.

- Przepraszam za tego Thurnbichlera - podniosłam głos, by przekrzyczeć basy. - To paskudny typ, ale może faktycznie trochę się zagalopowałam.

- Bałam się reakcji sponsorów, ale licznik wyświetleń skoczył nam niebotycznie - stwierdziła Monika. - Trudno mi to przyznać, ale ta akcja chyba wyszła nam na dobre.

- Niesamowite, że ten cholerny bufon na coś nam się przydał - parsknęłam, a napotkawszy wymowne spojrzenie Fredrika, który nic nie rozumiał z naszej rozmowy, powtórzyłam to zdanie po angielsku.

- Cała przyjemność po mojej stronie - wyszeptał mi do ucha głos, którego nie pomyliłabym z żadnym innym.

Nie wierzyłam, że to znowu się dzieje. Jakim cudem on pojawia się znikąd w najmniej sprzyjających momentach? Przez chwilę wmawiałam sobie, że to halucynacje, ale nie, oczywiście, że nie. Thomas Thurnbichler we własnej osobie stał za moimi plecami i uśmiechał się drwiąco.

- Trenerze, zapraszamy do stolika - Paweł wyskoczył jak królik z kapelusza. Byłam przekonana, że się przysiądzie, żeby zrobić mi na złość i miałam rację.

- Chętnie spędzę czas z twoimi znajomymi. Może być... - zawiesił głos, a potem dokończył patrząc wprost na mnie - ...ostro.

- Idę do baru - oznajmiłam natychmiast. Dodatkowa dawka alkoholu była mi niezbędna do udziału w tej farsie. Z daleka zobaczyłam znajomą sylwetkę.

- Hi, lady! - przywitał się ze mną Bendik Heggli, przyjaciel Fredrika. - Może szocik?

- Nawet kilka.

Po trzecim wściekłym psie, idealnie komponującym się z moim nastrojem, nabraliśmy ochoty na taniec.

- Nie przyszłaś z Pawłem? - zapytał Bendik.- Nie obije mi zaraz mojej pięknej buźki?

- Jest tolerancyjny - roześmiałam się i pociągnęłam go na parkiet.

Zdawałam sobie sprawę, że zachowuję się trochę niedorzecznie, ale perspektywa powrotu do stolika budziła we mnie totalny sprzeciw. Nie miałam ochoty patrzeć na Thurnbichlera ani silić się na uprzejmą rozmowę, a poza tym Bendik miał fenomenalne poczucie rytmu.

Niedaleko nas dostrzegłam Olę i Fredrika, a za nimi siostrę mojego faceta. Kasia miała na sobie czerwoną sukienkę i gigantycznie wysokie szpilki. Wyglądała tak dobrze, że przez chwilę poczułam się jak szara myszka w swoim prostym czarnym kombinezonie. Kołysała się zmysłowo, a w jej plecy wtulony był... Thurnbichler. Świetnie. Sporo się najwyraźniej wydarzyło podczas mojej alkoholizacji. Zbliżyłam się do naszej loży, ale była pusta. Monika i Żiga pewnie wyszli się gdzieś obściskiwać jak zwykle, ale gdzie był Paweł?

- Ola, widziałaś Pawła? - zapytałam przyjaciółkę odrobinę zaniepokojona.

- Niestety tak.

Podążyłam wzrokiem za ruchem jej dłoni i na chwilę zabrakło mi powietrza. Oczywiście towarzyszyła mu Magda. Roznegliżowana Magda. Roześmiana Magda. Obejmująca go, jakby był jej własnością.

- Wszystko ok? - Bendik ścisnął mój nadgarstek.

- Nie wiem. Mam nadzieję, że tak - powiedziałam, chcąc przekonać chyba samą siebie.

- Rozumiem, że Paweł jest tolerancyjny, ale ty już nie musisz - roześmiał się. - Podchodzimy do nich?

- Nie, daj spokój. Przecież to nic takiego.

- Jesteś pewna?

- Nie jestem. Chodźmy.

Norweg taktownie tego nie skomentował, a sekundę później stał już pomiędzy Magdą a moim facetem.

- Cześć Wąsek, przyprowadziłem twoją piękną zgubę. Przepraszam za to małe porwanie, ale nie mogłem się powstrzymać!

Paweł uśmiechnął się i mocno mnie przytulił.

- Szukałem cię.

- Czyżby? Wyglądasz na zajętego czymś innym - wysyczałam i zaraz potem miałam ochotę strzelić samej sobie w twarz. Jak mogłam mu urządzać scenę zazdrości, skoro sama od niego odeszłam do Bendika? I to jeszcze publicznie, ku uciesze mojej rywalki?

- Nie złość się na niego, był grzeczny - odezwała się Magda fałszywie słodkim tonem.

- Nawet przez chwilę nie pomyślałam inaczej. Fajnie, że udało wam się spotkać choć tutaj, skoro nie mieliście czasu na kawę.

- Kawa jutro. Dzisiaj będzie whisky. Paweł, idziemy coś zamówić? Dla nas Jack Daniels jak zwykle, prawda? A wy co pijecie?

"Absynt. Odpędza złe moce", pomyślałam, gotując się z wściekłości.

- Ja jeszcze nie wiem na co mam ochotę, chodźmy razem do baru - wyrwał się Bendik i puścił mi oczko. Magda nie wyglądała na zadowoloną, ale poszła razem z nim.

- Od kiedy pijesz Danielsa? - zapytałam Pawła, dokładając wszelkich starań, by mój głos brzmiał spokojnie.

- Już nie piję. Kiedyś lubiłem. Lubiliśmy. Taki nasz zwyczaj.

Spojrzałam mu w oczy, próbując z nich wyczytać jak ważne są dla niego te wspomnienia i wtedy właśnie to się stało. Z głośników popłynęło "Tęskno mi" Sarsy, a Magda zawróciła i zarzuciła mu ręce na szyję.

- Uwielbiam tę piosenkę. Musimy to razem zatańczyć.

Paweł przez chwilę był spięty, jakby bał się mojej reakcji, ale potem jego dłonie powędrowały na jej biodra.


Po nitce wspomnień idę pod dom, twój dom

Warkoczami tęsknot wzrastam tu kolejny rok.

I ledwo już pamiętam twoją twarz

Byliśmy dziećmi, a teraz pewnie już kogoś masz.

Znowu mijamy się przypadkiem

Powiedz, czy mogło być inaczej?


Z niedowierzaniem patrzyłam jak synchronizują ruchy i coraz bardziej przytulają się do siebie. Magda wyszeptała mu coś do ucha, muskając przy okazji jego twarz, a on się roześmiał.


Zobacz, ile mogło być takich chwil

Naiwne dziecko jestem i tęsknię dziś

Do ciebie. Bez ciebie miało być mi lżej.

Zobacz, ile mogło być takich chwil...


Wyglądali jakby tańczyli razem od zawsze, jakby reszta świata przestała dla nich istnieć. Paweł nie spuszczał z niej wzroku i nie przestawał się uśmiechać z jakąś dziwną nostalgią i rozmarzeniem.

Zrobiło mi się przeraźliwie zimno. Odwróciłam się na pięcie i skierowałam do palarni. W drodze minęłam Thomasa, który coraz śmielej poczynał sobie z Kasią. Na chwilę skrzyżował ze mną spojrzenie, ale nie byłam w stanie nic z niego wyczytać. Zresztą jakie to miało znaczenie? W tym momencie chciałam tylko zniknąć.

Zaciągnęłam się papierosem i zamknęłam oczy. Trwałam tak w ciszy, starając się opanować drżenie i zrozumieć co tam się, do cholery, właściwie wydarzyło. Przecież kilka godzin temu dawał mi prezent i zapewniał, że mnie kocha. Kim jest ta dziewczyna i dlaczego tak na niego działa?

Po chwili poczułam, że nie jestem w pomieszczeniu sama.

- Proszę, na pewno tego teraz potrzebujesz - Thomas postawił przede mną drinka.

Byłam zbyt oszołomiona, by się temu dziwić, więc tylko uniosłam szklankę. Po kilku głębokich łykach krew zaczęła z powrotem krążyć mi w żyłach.

- Pomogło? - zapytał, odbierając mi szkło, a potem sam się napił. Przykładając usta dokładnie tam, gdzie przed chwilą były moje i nie spuszczając ze mnie wzroku.

- Pomogło. Dziękuję - wydukałam.

- Wiesz, podczas naszego ostatniego spotkania odniosłem wrażenie, że lubisz rozmawiać o sukcesach. Może więc chcesz mi opowiedzieć co osiągnęłaś tej nocy? - zrobił pauzę, ale nie doczekawszy się odpowiedzi, kontynuował: - Właściwie to... nie musisz. Sam widziałem. Zostawiam ci drinka, baw się dobrze.

Skierował się do drzwi, a ja gwałtownie zamrugałam, ale nie powstrzymało to łez, które zaczęły spływać mi po policzkach.

poniedziałek, 6 lutego 2023

trzy.

Ogromna biało-czerwona flaga powiewała mi nad głową, a w uszach brzmiało miarowe skandowanie: „Paaaa-weeeeł”. Grażyna jak zwykle nie potrafiła ustać w miejscu – podskakiwała, wrzeszczała, tarmosiła męża za ramię, gubiła czapkę, dyszała, machała rękami, zasłaniała oczy. Krzysztof patrzył na nią z mieszaniną rozbawienia i politowania, ale widać było, że sam też mocno przeżywa skoki syna, tylko w zupełnie inny, wyważony sposób. Tuż obok przy barierce tańczyła ciocia Basia, a jej dwie córeczki trzymały transparent znacznie większy niż one same. Uwielbiałam kibicowanie w towarzystwie rodziny swojego faceta. Zapominałam wtedy, że jestem dziennikarką i dawałam się ponieść emocjom, które dzielone z kimś bliskim były podwójne intensywne.

Po całkiem niezłym skoku gwarantującym miejsce w czołowej piętnastce, podszedł do nas uśmiechnięty Paweł. Zaczął od buziaka dla mnie, a następnie zatonął w uściskach pozostałych członków swojego prywatnego funclubu.

Jak zwykle brakowało tylko Kasi, jego siostry, która co prawda zazwyczaj pojawiała się na zawodach, ale wolała spędzać czas w towarzystwie swoich znajomych. Nie potrafiłam się przekonać do tej dziewczyny. Pozornie była sympatyczna, ale cały czas miałam wrażenie, że traktuje mnie jak zło konieczne. Po sezonie widywałyśmy się dość często, bo była z Pawłem mocno związana, ale ani wspólne wyjścia, ani wypity alkohol, ani nawet krótkie wakacje nad morzem nie zmniejszyły dystansu między nami. Dlatego teraz zdziwiłam się dość mocno, gdy zobaczyłam, że podbiega do naszej barierki. Towarzyszyła jej szczupła blondynka w różowej czapce.

Sekundę później zdziwiłam się jeszcze mocniej, bo ta nieznana mi dziewczyna uwiesiła się Pawłowi na szyi, a on wydawał się być tym faktem zachwycony.

- Magda! Co ty tu robisz? Wieki się nie widzieliśmy!

- Chciałam zobaczyć na żywo jak radzi sobie przyszły mistrz świata.

Ich uściski niepokojąco się przedłużały. Zaczęłam się zastanawiać, czy i kiedy powinnam zainterweniować, by nie wyjść na zazdrośnicę.

- Kochanie, poznaj Magdę – Paweł wreszcie sobie przypomniał o moim istnieniu. – To moja przyjaciółka.

- Cześć – podała mi dłoń. – Jesteś nową dziewczyną Pawła?

- Tak. Najnowszą – wycedziłam przez zęby.

- I najlepszą – uzupełnił mój mężczyzna, otaczając mnie ramieniem. No w końcu.

Przeskanowałam Magdę wzrokiem. Miała dziwny, odrobinę zbyt szeroki uśmiech, ale była zgrabna i niebrzydka. Niestety.

- Na długo przyjechałaś? – Paweł ponownie zwrócił się do niej.

- Chwilowo mam dosyć Londynu, więc mam nadzieję, że na długo.

- Super! Musimy koniecznie umówić się na jakąś kawę. Może w niedzielę po zawodach?

Zazwyczaj pokonkursowe wieczory spędzaliśmy we dwoje. Chodziliśmy na długie spacery albo szukaliśmy jakiejś ciekawej restauracji. To była nasza mała tradycja, sposób na rozluźnienie i naładowanie baterii przed kolejnym tygodniem. Najwyraźniej Paweł jednak o tym zapomniał.

Zaczęłam lekko drżeć, bynajmniej nie z zimna. Nigdy nie byłam zaborcza wobec żadnego swojego faceta, wliczając w to Pawła. Znałam sporo jego koleżanek i co prawda ze względu na nasz wariacki tryb życia nie miałam okazji na nawiązanie z nimi bardziej zażyłych relacji, ale wszystkie zrobiły na mnie pozytywne wrażenie. Z jedną (o ironio, też Magdą) nawet kilka razy wyskoczyłam na wspólne zakupy czy jogę. Ale ta Magda stojąca przede mną należała do zupełnie innej kategorii. Wpatrywała się w Pawła z uwielbieniem wykraczającym poza zwykłe kumpelskie kontakty. Podskórnie czułam, że będą z tego kłopoty. Kiedy odchodził do domku, żeby przygotować się do drugiej serii i bez skrępowania pocałował mnie przy wszystkich, odniosłam wrażenie, że moja nowa znajoma pragnie wydrapać mi oczy.

- Chodź, kochana – Kaśka otoczyła ją ramieniem. – Zdzwonicie się później. Milena, mam nadzieję, że dasz im trochę swobody i nie pójdziesz na tę kawę?

W pierwszej chwili osłupiałam. W kolejnej zapłonęłam gniewem.

- Nie martw się, zaczekam na niego w łóżku. Kawa zawsze go pobudza, będziemy musieli spożytkować tę energię.

Za moimi plecami rozległo się parsknięcie śmiechem i wtedy dopiero zdałam sobie sprawę, że wygłosiłam tę niezwykle dyskretną uwagę w obecności przyszłej teściowej. Grażyna nie wyglądała jednak na zgorszoną. Mrugnęła do mnie, a Katarzynę przegnała niecierpliwym gestem.

- Zasłaniasz mi, córeczko!

Spróbowałam ponownie skupić się na konkursie, ale jakiś nieokreślony niepokój we mnie pozostał. Obiecałam sobie jednak, że nie powiem nic Pawłowi.

Bo przecież:

a)     kocham go.

b)     ufam mu.

c)     może nawet dobrze się składa, że wyjdą razem, bo w tej ripoście na temat kawy nie było nic przesadzonego.

***

Parzyłam usta grzanym piwem, które w Gołębiewskim zawsze było wyśmienite. Towarzyszyło mi pięć moich ulubionych osób: Monika i Ola ze swoimi mężczyznami życia oraz oczywiście Paweł. Mieliśmy co świętować – Żiga ex aequo z Jankiem Habdasem zmieścił się na najniższym stopniu podium, a Fredrik po raz pierwszy w karierze zajął miejsce w czołowej dziesiątce. Tylko Pawłowi totalnie nie wyszedł drugi skok i ostatecznie spadł na 21. miejsce, ale nie był ani trochę przybity.

- W zeszłym roku też tu byłem 21., a potem zdobyłem najcenniejszą nagrodę we wszechświecie – szepnął mi do ucha. – Wiem, że kalendarzowo to jeszcze nie jest nasza rocznica, ale i tak chciałbym ci coś dać.

- Wymykamy się? – odszepnęłam podekscytowana. Ostatnio sporo czasu spędzaliśmy razem, ale to nie miało znaczenia. Tego faceta się nie dało przedawkować.

- Znając życie to najpierw musisz obrobić swoje nagrania, ale potem… - usta Pawła były już tak blisko, że muskały płatek mojego ucha. – Potem mam pewne plany wobec ciebie.

Zaczęłam rozpływać się w tym dotyku i w wizjach na spędzenie kolejnych godzin, ale rzeczywistość szybko przywołała mnie do porządku.

- A ja mam plany wobec ciebie, Wąsek – rozległo się za naszymi plecami.

Drgnęliśmy oboje, totalnie zaskoczeni i jak na komendę odwróciliśmy głowy. Oczy me ujrzały szanownego pana Thomasa Thurnbichlera we własnej osobie.

- Cześć, trenerze – rzucił Paweł, mocno zawstydzony.

- Plany te obejmują rozciąganie, saunę, spotkanie z teamem i minimum siedem godzin zdrowego snu. Żadnych ekscesów seksualnych. Zrozumiano?

- Tak, trenerze – wydukał mój mężczyzna, spuszczając wzrok jak skarcony przedszkolak. – Poznaj moją dziewczynę – dorzucił po chwili milczenia.

- Znamy się – skwitowałam.

Thurnbichler łaskawie skierował na mnie wzrok, a ja w duchu nastawiłam się na przepychankę słowną. Kolejną tego dnia. Świetny bilans.

Zapadła krótka, ale elektryzująca cisza, podczas której prowadziliśmy pojedynek na spojrzenia. Miał w tych swoich czarnych oczach coś cholernie magnetycznego. I denerwującego.

- Przepraszam za swoje wczorajsze zachowanie na skoczni – powiedział szybko, jakby każde słowo sprawiało mu ból. – Byłem trochę spięty. Możemy dzisiaj to nadrobić.

- Nie ma takiej potrzeby. Mam już wypełniony czas antenowy.

- Jak to? – wtrąciła się Monika. – Przecież tu chodzi o rozmowę z trenerem naszej kadry, w dodatku debiutującym. To jest cholernie ważny materiał!

- Nie jest.

- Jest! – do ataku na mnie dołączyła Ola. – Bierz się do roboty, Milena. Doceń to, że Thomas znalazł dla ciebie czas po pracy.

- Bo w trakcie pracy mu się nie udało – warknęłam.

- Bądźmy ponad to – Thomas uśmiechnął się do mnie. Chyba odniósł (mylne) wrażenie, że może kontrolować tę sytuację.

- Super. Potrzebujemy chwili na przygotowanie sprzętu, a ty w tym czasie możesz przygotować kolejne błyskotliwe riposty – odrzekłam spokojnie i również się uśmiechnęłam. – Robimy live’a? – zwróciłam się do dziewczyn, a one ochoczo przytaknęły.

Kilka minut później zwracałam się wprost do kamery i do kilkudziesięciu osób po drugiej stronie. Postanowiłam zapewnić im godziwą rozrywkę w ten sobotni wieczór.

- Witam wszystkich, oto żywy dowód na to, że zajmujemy się skokami every day and every night. Mimo późnej pory i natłoku ważnych zajęć - na przykład udzielania wywiadów dużym stacjom – znalazł dla nas czas trener polskiej kadry, Thomas Thurnbichler. Couch, jesteśmy zaszczyceni.

- Dobry wieczór – powiedział Thomas, ale na jego twarzy odbiło się lekkie zmieszanie.

- Zacznijmy może od pytań typowo warsztatowych. Czy wrodzona bezczelność pomaga panu w pracy?

Ola parsknęła śmiechem i obraz lekko zafalował.

- Nie nazwałbym siebie bezczelnym. Jestem raczej stanowczy i wiem, do czego zmierzam. Owszem, to ułatwia pracę, zwłaszcza z tak różnorodnym pod względem wieku i doświadczenia zespołem.

- No właśnie, doświadczenie. O ile mi wiadomo, nigdy wcześniej nie pełnił pan funkcji głównego trenera kadry. Skąd pomysł, że podoła pan temu zadaniu?

- Znam swoje możliwości. Nie jestem człowiekiem znikąd. Jak pani zapewne wie, byłem asystentem Andreasa Withoeltza, a wcześniej przez wiele lat trenowałem austriackich juniorów. I tu ciekawostka, również jako główny trener kadry.

- Owszem, C i D – wtrąciłam szybko.

Miałam wrażenie, że wstąpił we mnie diabeł. Nie do końca rozumiałam swoje zachowanie, ale ten człowiek irytował mnie tak bardzo, że marzyłam o tym, by utrzeć mu nosa. Rosnący licznik widzów naszej transmisji był dodatkowym smaczkiem.

- Wielcy mistrzowie też są najpierw w kadrach C i D.

Musiałam mu niestety oddać honor, że nieźle sobie radził, a moja napastliwość nie wyprowadzała go z równowagi. Przynajmniej na razie.

- Jakie to uczucie, zająć miejsce trenera tak lubianego i szanowanego przez zawodników? Michal Doleżal jest ojcem bardzo wielu sukcesów tego teamu. Nie obawia się pan życia w jego cieniu, zwłaszcza że na razie na polu trenerskim nie może się pan pochwalić zbyt wieloma samodzielnymi dokonaniami?

- Bardzo cenię Michala, ale z jakichś powodów współpraca z nim została zakończona. Teraz czas na nowy rozdział i nowe cele, a nie analizowanie przeszłości. Zresztą… moja wrodzona bezczelność, którą raczyła pani zauważyć, powinna tu okazać się pomocna.

Nie ugiął się przed kolejnym atakiem, a ja poczułam, że wytrąca mi wszystkie asy z rękawa i w dodatku świetnie się przy tym bawi. Nienawidziłam tego człowieka coraz bardziej.

Moje przyjaciółki tymczasem posyłały mi mordercze spojrzenia i dawały gorączkowe znaki, że mam natychmiast się ogarnąć. Mój popis nie zrobił na nich najlepszego wrażenia i zdawałam sobie sprawę, że za chwilę któraś wkroczy w kadr i zainterweniuje.

- Jaki jest pana dotychczasowy największy sukces? Mam tu na myśli zarówno hmm, karierę trenerską, jak i zawodniczą. Najbardziej medialny jest zapewne tak zwany podwójny skok w Bischofshofen… Ale miał pan wtedy trzynaście lat, może potem jednak udało się osiągnąć coś więcej?

Uśmiech Thomasa nie zbladł, ale na twarzy pojawiły się intensywne rumieńce świadczące o zdenerwowaniu. No w końcu.

- Moim największym sukcesem może okazać się to, że spokojnie przetrwałem tę rozmowę z panią, a nawet jestem skłonny umówić się na kolejną. Po sezonie. Aby mogła mi pani pogratulować publicznie zdobycia Pucharu Narodów i medalu Mistrzostw Świata.

- Szczerze nam wszystkim tego życzę – rozpromieniłam się, a potem krótko pożegnałam widzów. Zdawałam sobie sprawę, że zaraz zostanę skrócona przez moje przyjaciółki o głowę, a Paweł też raczej z wdzięcznością nie padnie mi w ramiona. Ale może było warto?

- Z tymi ekscesami seksualnymi mówiłem poważnie, Wąsek. Zabraniam ci kontaktów z tą kobietą przed zawodami – zapowiedział Thomas i odszedł bez pożegnania.

Miałam stuprocentową pewność, że mój facet go posłucha. Czekało mnie świętowanie rocznicy w samotności.

siedem.

Obudził mnie zapach jajecznicy i świeżo parzonej kawy. Byłam w łóżku sama, co niezmiernie mnie zdziwiło, bo Paweł nie miał dziś porannego tr...