Obudził mnie zapach jajecznicy i świeżo parzonej kawy. Byłam w łóżku sama, co niezmiernie mnie zdziwiło, bo Paweł nie miał dziś porannego treningu, a bez ważnego powodu nigdy nie wstawał przed dziewiątą. Może po prostu nie mógł znieść przebywania obok mnie. Wczoraj, gdy już skończył rozmawiać z Magdą, nie wróciliśmy do tematu Thurnbichlera. Ani żadnego innego. Zamknął się w swoim pokoju do gier i nawet nie zjadł ze mną kolacji.
Przeciągnęłam się i odetchnęłam głęboko kilka razy, oswajając strach przed naszym spotkaniem. Wyrzuty sumienia wypalały we mnie dziurę. Czułam się jak skończona kretynka również dlatego, że wczoraj wszystko wymknęło mi się spod kontroli. Ta dziwna słabość, która ogarnęła mnie przy Thomasie paraliżowała trzeźwe myślenie. Chciałam tam być. Chciałam go dotykać. To zdarzyło mi się po raz pierwszy, odkąd zostałam dziewczyną Pawła.
- Dzień dobry - drzwi do sypialni nagle się otworzyły i ujrzałam swojego mężczyznę uśmiechającego się nieśmiało. - Wyspałaś się? Może masz ochotę zjeść w łóżku?
Ogarnęła mnie niewysłowiona ulga.
- Już ze sobą rozmawiamy?
Paweł potarł czoło gestem, który dobrze znałam i który pojawiał się u niego tylko w chwilach skrępowania.
- Przepraszam cię. Nie wiem co mnie napadło. Po prostu zobaczyłem was tak blisko... Ciebie uśmiechniętą i zrelaksowaną... Miałaś w oczach coś takiego, że zachciało mi się krzyczeć. Głupi jestem. Przecież wiem, że nie robiłaś nic złego.
- Paweł... To była tylko rozmowa, naprawdę, ale nie chcę, żebyś kiedykolwiek czuł się przeze mnie źle. Kocham cię. Jak nigdy nikogo.
Podtrzymałam jego spojrzenie, z którego powoli znikała niepewność i ustępowała miejsca czułości.
- Czasami boję się, że cię stracę. Że to, co mamy jest zbyt fantastyczne, by mogło być prawdziwe - powiedział, a potem po prostu mnie przytulił.
Wszystko znowu było jak trzeba. Na tacy ze śniadaniem oprócz jajecznicy, grzanek i mojej ulubionej cypryjskiej kawy znalazła się też czerwona róża. I bilety do kina na wieczór. Zjedliśmy razem, śmiejąc się, przekomarzając i całując co dwie sekundy. Tak smakowało moje szczęście.
***
Minęły trzy tygodnie, podczas których starałam się być jak najbardziej obecna. Dużo rozmawialiśmy, chodziliśmy na długie spacery, czasem zarywaliśmy noce oglądając głupie filmy i grając na symulatorze.
Thomasa widywałam przelotnie podczas wyjazdów na zawody, ale jedyną formą naszego kontaktu było kiwanie sobie głową na powitanie.
Pewnej dziwnej nocy w Klingenthal miałam jednak wrażenie, że przypatruje mi się dłużej niż nakazuje przyzwoitość. Byliśmy w tym samym hotelowym barze, ale przy osobnych stolikach. Ja omawiałam z dziewczynami ostateczny kształt materiału z konkursu, a on pił piwo ze swoim asystentem, Maćkiem. Zerkał na mnie bezczelnie, wręcz drapieżnie, czym trochę wytrącał mnie z równowagi, ale udawałam niewzruszoną. Brnięcie w tę znajomość nie miało przecież żadnego sensu.
- Po wypowiedzi Domena robimy płynne przejście do Norwegów, zbliżenie na Fredrika, a potem szeroki kadr na trybuny - mówiła Klara rzeczowo. Starałam się nadążać za jej tokiem myślenia, mimo ogarniającego mnie rozkojarzenia. W pewnej chwili zwróciłam uwagę, że Ola świdruje spojrzeniem stolik Thomasa i trochę mnie to zaniepokoiło. Czyżby domyśliła się, że między nami jest jakieś napięcie?
- Na zakończenie dajmy skok zwycięzcy i tyle. Dobrze byłoby się zamknąć w 12 minutach, dłuższej formy nikt raczej nie obejrzy... Hej, słuchacie mnie? - Klara chyba lekko się wkurzyła. Nic dziwnego, większość roboty wykonała sama, podczas gdy jej współpracowniczki obecne były tylko ciałem.
- Tak, super koncepcja, niczego bym w niej nie zmieniła - Ola przelotnie spojrzała na ekran laptopa, a potem znów skupiła uwagę na Thurnbichlerze. Chciałam ją zapytać co właściwie wyczynia, ale w tej samej chwili podszedł do nas Maciek.
- Dzień dobry, dzień dobry. Może wspólny drink za pomyślność jutrzejszego konkursu?
Zdałam sobie sprawę, że przyjęcie propozycji będzie równoznaczne ze spędzaniem czasu z Thomasem.
- Dzięki, ale ja uciekam już do spania. Intensywny dzień przed nami.
Ola posłała mi spojrzenie pełne dezaprobaty, po czym odezwała się do Maćka:
- Jasne, chętnie się napijemy.
Nie trzeba mu było dwa razy powtarzać. Przysunął krzesło do naszego stolika i rozsiadł się obok Oli. Thomas zawahał się, a potem zajął miejsce przy Klarze, najdalej ode mnie jak to było możliwe. Zacisnął palce na szklance wypełnionej bursztynowym płynem i nie wypowiedział ani słowa.
Pierwsze minuty były cholernie niezręczne. Klarę opuściła cała energia i tylko kiwała głową i uśmiechała się w odpowiednich momentach. To nie był pierwszy raz, kiedy wyglądała na zmartwioną i obiecałam sobie w duchu, że jutro po robocie z nią o tym porozmawiam. Thomas co sekundę kompulsywnie sprawdzał swoją komórkę. Ja skubałam serwetkę i udawałam, że po raz setny czytam menu. Tylko Ola i Maciek świetnie się razem bawili. Mieli sobie masę rzeczy do powiedzenia, co trochę mnie zaskoczyło, bo nie przypominałam sobie, by kiedykolwiek ich relacje wykraczały poza standardowe powitania.
Piłam drinka w ekspresowym tempie i marzyłam tylko o tym, by znaleźć się w swoim pokoju. Podnosząc się z miejsca zdałam sobie sprawę, że Thomas robi to samo.
- Miło było, ale naprawdę jestem zmęczona. Do jutra - wydukałam.
Przez chwilę wyglądał jakby rozważał powrót do stolika, ale ostatecznie spojrzał mi w oczy i stwierdził:
- Ja też już idę. Muszę dawać dobry przykład.
- Cały ty, wzór przyzwoitości i wszelkich cnót - roześmiał się Maciek. - Prawie nie pijesz, prawie nie flirtujesz, prawie nie podrywasz siostry jednego z naszych zawodników.
Thomas spiorunował go wzrokiem, a ja poczułam się jakby ktoś wymierzył mi policzek.
- Whisky kiepsko na ciebie działa, Maciusiak. Mam nadzieję, że przed porannym treningiem wywietrzeje ci z głowy - starał się złagodzić swoje słowa uśmiechem, ale oczywiste było, że jest wściekły.
Oboje ruszyliśmy do windy, na którą szczęśliwie nie trzeba było długo czekać.
- Jedenaste piętro, a ty? - spytał Thomas przez zaciśnięte zęby.
- Dziesiąte - mruknęłam, przeklinając w duchu cechy architektoniczne niemieckich hoteli. Dlaczego nie mogą być parterowe?
- Byłaś wyjątkowo milcząca. Coś nowego.
- Może nie odpowiadał mi rozmówca.
Nie chciałam być ofensywna, naprawdę, ale w uszach wciąż brzmiało mi zdanie o podrywaniu siostry kadrowicza. Nie miałam pojęcia o kim mówił Maciek, ale jakie to miało znaczenie? Thomas był po prostu nieprofesjonalny. I szczeniacki. I żenujący.
- I vice versa - wypłynęło z jego ust. - Chyba wyczerpałem limit tolerancji na ciebie ostatnim razem.
- Druzgoczący fakt. Nie wiem jak będę dalej żyć bez aprobaty pana trenera.
- Wystarczy ci do szczęścia aprobata Pawła. On ma inne standardy niż ja, więc możesz czuć się stabilnie.
Przestrzeń w windzie była nieznośnie mała, a pokonywanie kolejnych pięter odbywało się jak w zwolnionym tempie. Miałam wrażenie, że się duszę.
- Gdyby miał takie standardy jak ty to bym się w nim nie zakochała - oznajmiłam.
- Super. Nie pytałem.
Cholera jasna, czy jesteśmy w jakiejś pętli czasu? Już dawno powinnam być na swoim piętrze. Chyba poskarżę się na recepcji, że to ustrojstwo działa jakby było z poprzedniej epoki.
Kiedy wreszcie rozległo się piknięcie obwieszczające przybycie na dziesiąte piętro, odetchnęłam z ulgą. Muszę tylko go wyminąć i będę wolna.
- Przepraszam - warknęłam widząc, że nie zamierza mi ustąpić. Uśmiechnął się drwiąco i nie przesunął nawet o milimetr. - Masz problemy ze słuchem?
- Słyszę cię. Po prostu ignoruję.
Szarpnęłam się do przodu, choć wiązało się to z otarciem o jego klatę i lewe ramię. Na szczęście miałam na sobie starą reprezentacyjną bluzę Pawła, która otulała mnie szczelnie i zabezpieczała przed bezpośrednim kontaktem naszej skóry. Niczego nie poczułam. Żadnej iskry, żadnego napięcia. Tylko czystą wściekłość. A przynajmniej tak sobie wmawiałam.
- Cieszę się, że jesteś taki dojrzały. Nasza kadra jest w dobrych rękach.
Bardzo chciałam mieć ostatnie słowo i spojrzeć na niego z pogardą, podczas gdy drzwi będą się zasuwać, ale przytrzymał je ręką.
- Nie mieszajmy tych dwóch światów. Ja i kadra to coś zupełnie innego niż ja i ty.
Obniżył głos, kończąc to zdanie, a potem pozwolił, by metalowa ściana oddzieliła nas od siebie.
***
- Czemu wczoraj byłaś taka smutna? - zapytałam Klarę w drodze powrotnej ze skoczni.
Wczorajszy drink za pomyślność nie przyniósł oczekiwanego rezultatu - najlepszy z Polaków był dopiero dwunasty, a Paweł zajął 19. miejsce. Zastanawiałam się jak to wpłynie na jego nastrój i jak ewentualnie pocieszyć go wieczorem. Po locie do Polski pewnie będziemy trochę zmęczeni, ale może wspólne wyjście do jacuzzi i sauny to dobry pomysł.
- Po prostu nie miałam ochoty na picie - Klara unikała mojego spojrzenia. - Alkohol ostatnio nie kojarzy mi się najlepiej.
- Co? - parsknęłam śmiechem. - Szokują mnie takie słowa w twoich ustach.
- Nie chcę o tym gadać - Klara machnęła ręką. - Lepiej powiedz mi co sądzisz o wczorajszym zachowaniu Olki. Skąd ona tak dobrze zna się z Maćkiem? I gdzie w ogóle teraz jest?
Zanim zdążyłam to skomentować, rozdzwoniła się moja komórka. Paweł.
- Kochanie, zapomniałem cię uprzedzić. Wieczorem wpadną do nas Kaśka z Magdą.
Na moment osłupiałam.
- Jak to? Dzisiaj? Przecież wrócimy po 20, mamy pustą lodówkę, bałagan po twoim gorączkowym czwartkowym pakowaniu... To kiepski czas na gości.
- Daj spokój, to nie żadni goście, tylko Kaśka z Magdą. Chcą nam coś powiedzieć. Nie wiem o co chodzi, ale ponoć to ważne. I nas ucieszy.
Tak, z pewnością ucieszy mnie nowina ogłoszona przez Magdę, uwielbiam przecież tę dziewczynę. Z Kasią też łączy mnie niemalże siostrzana relacja. Z przyjemnością spędzę z nimi czas zamiast relaksować się w saunie ze swoim facetem.
- Okej - odpowiedziałam jednak, starając się nadać swojemu głosowi entuzjastyczne brzmienie.
- Wyglądasz jakbyś zjadła cytrynę - skomentowała Klara i spróbowała się uśmiechnąć. Znowu marnie jej wyszło. Czułam, że powinnam podrążyć temat jej nagłej niechęci do alkoholu, ale na razie nie miałam na to siły, bo docierało do mnie, że pierwszy raz spędzę ze swoją rywalką więcej niż kilka minut.
Rywalką.
Nazwałam ją w ten sposób machinalnie, ale coś mi mówiło, że w pełni zasługuje na to określenie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz