Najpiękniejsze wędrówki palców po skórze to te po zapadnięciu zmroku. Nic wtedy nie rozprasza zmysłów, można milczeć i chłonąć.
Dotykanie Pawła to droga, którą znam, którą przebyłam już setki razy, a jednak nadal mnie fascynuje. Zachwycam się każdym zagłębieniem skóry, każdą wypukłością, każdym drobnym defektem. Uwielbiam na niego patrzeć i uwielbiam, gdy on patrzy na mnie. Wiem, że przy nim wszystkie moje strachy, wątpliwości i emocje są bezpieczne.
Zakochałam się w Pawle niespodziewanie i gwałtownie, będąc w momencie życia, w którym miłość była ostatnim, czego potrzebowałam. Związek z Markiem, tak idealny i tak pusty w środku sprawił, że sama sobie odebrałam prawo do przeżywania wielkich emocji. Nie wierzyłam, że coś może być naprawdę. Otoczyłam się pancerzem, a Paweł po prostu się pojawił i postanowił przy mnie zostać. Nie przyspieszał niczego, tylko podarował mi swoją niesłabnącą cierpliwość. Najpierw byłam tym zdziwiona, czekałam aż się znudzi i sobie pójdzie. Potem zaczęłam nieśmiało wierzyć, że on chce mnie poznać, że fascynuję go jako człowiek. Że akceptuje prawdziwą mnie, a nie tę beznamiętną wyidealizowaną wersję, którą prezentowałam światu jeszcze kilka miesięcy temu.
Nienawidziłam nocy bez niego i byłam teraz na siebie zła za tę żenującą scenę z Thurnibichlerem. Co prawda działał mi na nerwy, ale ta chwila triumfu, gdy upokarzałam go przed kamerą nie była warta całych godzin samotności. Wiedziałam, że Paweł śpi na tym samym piętrze, kilka drzwi dalej i ta świadomość wypełniała mnie tęsknotą.
"Przepraszam. Nie wiem co we mnie wstąpiło. I dobrej nocy", napisałam do niego, z każdą chwilą coraz bardziej pełna wyrzutów sumienia. Miałam nadzieję, że mój popis nie popsuje mu relacji z trenerem.
"Nie przepraszaj, nieźle się bawiłem. Teraz bawię się gorzej, ale jutro wszystko nadrobimy" - odpowiedź nadeszła błyskawicznie i sprawiła, że mogłam zasnąć z uśmiechem na twarzy.
***
- Ubierz się ciepło, bo zabieram cię na wycieczkę - Paweł objął mnie w pasie, a potem przejechał ustami po mojej szyi. Zadrżałam jak zawsze, ale zaraz potem podniosłam na niego zaskoczony wzrok.
- Kiedy?
- Teraz, zaraz! Żeby zdążyć przed zmrokiem.
- No ale przecież... miałeś już plany - wydukałam.
Magda. Kawa. Spotkanie po latach. Urocze wspomnienia i anegdotki. Nadrabianie straconego czasu. Wieczór we dwoje. Seria tych słów wybuchła mi w głowie, wydobywając na powierzchnię lęk, do którego nie potrafiłam się przyznać. Przez cały dzień starałam się nie myśleć o ich spotkaniu, ale prawda była taka, że ta dziewczyna mnie niepokoiła.
- Jakie? - Paweł był wyraźnie zdezorientowany. - Zapomniałem o czymś ważnym? Ale o czym? Przecież Thomas dał nam już czas wolny.
- Umówiłeś się z koleżanką... - powiedziałam trochę wbrew sobie.
- A, Magda. Rzeczywiście. Ale nie ustaliliśmy konkretnego terminu, będzie jeszcze okazja. A przecież niedzielne popołudnia są nasze.
Paweł uśmiechnął się kącikiem ust, tak jak podobało mi się najbardziej, a potem wziął mnie za rękę. A ja pomyślałam sobie, że za nim mogłabym pójść wszędzie.
***
Ochodzita była miejscem, które zawsze mnie fascynowało. Położona przy ruchliwej drodze pośrodku niczego, wypukła i bezleśna góra w żaden sposób nie pasowała do pozostałych szczytów Beskidu Śląskiego. Na pierwszy rzut oka totalnie niepozorna, ale wystarczył kilkunastominutowy spacer zboczem, by przenieść się w inny świat. Bez względu na pogodę i porę roku roztaczająca się stąd panorama była magią. Można było dostrzec nie tylko Równicę, Wielką Czantorię i Kotlinę Żywiecką, ale też Babią Górę, a nawet Tatry. Tutaj czuło się swoją małość wobec natury i to wcale nie było przytłaczające, a wręcz przeciwnie - napełniało spokojem.
Wtulona w swojego faceta patrzyłam jak późnojesienne słońce przegrywa walkę ze zmrokiem. Zachody były tu spektakularne. Mimo listopadowej aury na niebie przeplatała się ze sobą setka kolorów.
- Lubię tu być - wymruczałam Pawłowi w rękaw. - Dziękuję za tę wycieczkę.
- Przychodziłem tutaj z Kasią. Po konkursach, które mi nie wyszły. Zjadaliśmy na pół paczkę chipsów w tajemnicy przed rodzicami i trenerem. - Paweł uśmiechnął się do wspomnień. - Gdy byliśmy starsi to zamiast chipsów wjeżdżało piwo. Jedna butelka, zawsze wspólnie. Taka nasza tradycja. Jej pomysł, żebym mógł jakoś odreagować.
- Czyli Kasia miewa ludzkie odruchy? - nie mogłam powstrzymać się od ironii.
- Czasem. Rzadko - roześmiał się. - Przez długi czas żyłem trochę w jej cieniu. Ona wygrywała turnieje, a ja byłem tym biednym Pawełkiem, który rozbił sobie głowę w Wiśle i boi się latać. Ale ona sama nigdy nie dała mi odczuć, że uważa mnie za kogoś gorszego. A potem nagle wszystko się odwróciło. Jej kariera stanęła w miejscu, a ja dostałem powołanie. Wiedziałem, że ta sytuacja nie jest dla niej łatwa, bo jest cholernie ambitna. Bardziej niż ja. Trochę się zaczęło wtedy psuć między nami.
Słuchałam Pawła z uwagą, bo po raz pierwszy dzielił się ze mną taką intymną opowieścią o siostrze. Wiedziałam, że mają bliską relację, co mnie zawsze trochę dziwiło, bo mieli skrajnie różne usposobienie. Krzykliwa i otwarta Kasia, rozpychająca się w życiu łokciami w niczym nie pasowała do introwertycznego i niepewnego siebie brata. A jednak dogadywali się i wspierali. Chciałam z nią złapać dobry kontakt - w końcu kochałyśmy tego samego faceta - ale nigdy nie było to proste.
- Kiedy podjęła decyzję o zakończeniu zawodowej kariery, to ja ją tu przyprowadziłem - mówił dalej Paweł. - Długo płakała, a ja powtarzałem jej, że ma rację, bo robi to, czego potrzebuje.
- Uwierzyła ci?
- W końcu tak. Ale potrzebowałem do tego trochę więcej niż jednej butelki piwa - roześmiał się, ale zaraz spojrzał na mnie z powagą. - Szkoda, że jej nie lubisz.
- Lubię - wtrąciłam szybko, ale kiedy obdarzył mnie drwiącym uśmieszkiem postanowiłam jednak być szczera. - Nie znam jej zbyt dobrze, a ona nie daje się poznać. Mam wrażenie, że to raczej ona nie lubi mnie.
- Może jest troszkę zazdrosna, że jej mały braciszek ma teraz inną najważniejszą kobietę. Ale prędzej czy później się z tym pogodzi, bo akurat ta kwestia nie podlega negocjacjom.
- Jestem dla ciebie najważniejsza? - spytałam, choć przecież wielokrotnie mnie o tym zapewniał. W przeciwieństwie do mnie Paweł nie miał problemu z wypowiadaniem wielkich słów.
- Totalnie absolutnie najważniejsza. I dlatego coś dla ciebie mam.
Odsunął się ode mnie na milimetr i zaczął przeszukiwać kieszenie kurtki, a po chwili wręczył mi małe czerwone pudełeczko.
- O rany, Wąsek, czym sobie zasłużyłam?
- Tym, że jesteś - skwitował krótko. - Otwórz.
W środku znajdowała się srebrna bransoletka z zawieszką w kształcie niedźwiadka. Wyglądał znajomo.
- Symbolem Wisły jest właśnie niedźwiedź. A w Wiśle wszystko się między nami zaczęło, więc pomyślałem sobie, że to będzie fajny początek...
- Paweł... - przez chwilę nie wiedziałam co powiedzieć, okazywanie wdzięczności i wzruszenia nie było moją mocną stroną. - Jest przepiękna.
- Zawieszka jest na razie tylko jedna, bo spędziliśmy jeden rok razem. W przyszłym roku dam ci kolejną. I tak do końca życia.
Przytuliłam się do niego najmocniej jak potrafiłam.
- Wiesz, że cię kocham? - zapytałam cicho.
- Hmm, możesz powtórzyć?
- Kocham cię.
- Nic nie słyszę, powiedz to jeszcze raz.
- Kocham cię! - wrzasnęłam, a echo zwielokrotniło moje słowa.
- Jasne, że o tym wiem. Ale tak rzadko to mówisz, że musiałem się nacieszyć.
- Kocham. Kocham. Kocham - po każdym słowie dawałam mu coraz dłuższego buziaka, aż w końcu przylgnęliśmy do siebie ciasno i nie było już miejsca na nic poza oddechem.
***
"Zdziro, widzę Cię w Gołębiewskim najpóźniej o 21. Musimy pogodzić się przy alkoholu" - na naszej wspólnej konwersacji na messengerze pojawiła się wiadomość od Moniki, a Ola natychmiast ją polajkowała. Stanowczo wolałam spędzić wieczór i noc skryta w ramionach Pawła, ale z drugiej strony dziewczyny jutro z rana wyjeżdżały, a wypadało się jakoś dogadać po tej małej scysji. "To jesteśmy pokłócone?" - zapytałam. "Może tak, a może nie. Postawisz nam drinka i omówimy ten temat" - odpisała Ola. Wiedziałam, że dalsze dyskusje są zbędne.
Trzy godziny później nasze sześcioosobowe grono zajmowało lożę w klubie. Ja wraz z Pawłem, Żigą i Fredrikiem sączyliśmy whisky saute, a dziewczyny wybrały kolorowe drinki. Odrobinę kręciło mi się w głowie nie tyle od alkoholu, co od jaskrawych świateł i mocnych dyskotekowych dźwięków. To nie do końca było moje środowisko naturalne.
- Przepraszam za tego Thurnbichlera - podniosłam głos, by przekrzyczeć basy. - To paskudny typ, ale może faktycznie trochę się zagalopowałam.
- Bałam się reakcji sponsorów, ale licznik wyświetleń skoczył nam niebotycznie - stwierdziła Monika. - Trudno mi to przyznać, ale ta akcja chyba wyszła nam na dobre.
- Niesamowite, że ten cholerny bufon na coś nam się przydał - parsknęłam, a napotkawszy wymowne spojrzenie Fredrika, który nic nie rozumiał z naszej rozmowy, powtórzyłam to zdanie po angielsku.
- Cała przyjemność po mojej stronie - wyszeptał mi do ucha głos, którego nie pomyliłabym z żadnym innym.
Nie wierzyłam, że to znowu się dzieje. Jakim cudem on pojawia się znikąd w najmniej sprzyjających momentach? Przez chwilę wmawiałam sobie, że to halucynacje, ale nie, oczywiście, że nie. Thomas Thurnbichler we własnej osobie stał za moimi plecami i uśmiechał się drwiąco.
- Trenerze, zapraszamy do stolika - Paweł wyskoczył jak królik z kapelusza. Byłam przekonana, że się przysiądzie, żeby zrobić mi na złość i miałam rację.
- Chętnie spędzę czas z twoimi znajomymi. Może być... - zawiesił głos, a potem dokończył patrząc wprost na mnie - ...ostro.
- Idę do baru - oznajmiłam natychmiast. Dodatkowa dawka alkoholu była mi niezbędna do udziału w tej farsie. Z daleka zobaczyłam znajomą sylwetkę.
- Hi, lady! - przywitał się ze mną Bendik Heggli, przyjaciel Fredrika. - Może szocik?
- Nawet kilka.
Po trzecim wściekłym psie, idealnie komponującym się z moim nastrojem, nabraliśmy ochoty na taniec.
- Nie przyszłaś z Pawłem? - zapytał Bendik.- Nie obije mi zaraz mojej pięknej buźki?
- Jest tolerancyjny - roześmiałam się i pociągnęłam go na parkiet.
Zdawałam sobie sprawę, że zachowuję się trochę niedorzecznie, ale perspektywa powrotu do stolika budziła we mnie totalny sprzeciw. Nie miałam ochoty patrzeć na Thurnbichlera ani silić się na uprzejmą rozmowę, a poza tym Bendik miał fenomenalne poczucie rytmu.
Niedaleko nas dostrzegłam Olę i Fredrika, a za nimi siostrę mojego faceta. Kasia miała na sobie czerwoną sukienkę i gigantycznie wysokie szpilki. Wyglądała tak dobrze, że przez chwilę poczułam się jak szara myszka w swoim prostym czarnym kombinezonie. Kołysała się zmysłowo, a w jej plecy wtulony był... Thurnbichler. Świetnie. Sporo się najwyraźniej wydarzyło podczas mojej alkoholizacji. Zbliżyłam się do naszej loży, ale była pusta. Monika i Żiga pewnie wyszli się gdzieś obściskiwać jak zwykle, ale gdzie był Paweł?
- Ola, widziałaś Pawła? - zapytałam przyjaciółkę odrobinę zaniepokojona.
- Niestety tak.
Podążyłam wzrokiem za ruchem jej dłoni i na chwilę zabrakło mi powietrza. Oczywiście towarzyszyła mu Magda. Roznegliżowana Magda. Roześmiana Magda. Obejmująca go, jakby był jej własnością.
- Wszystko ok? - Bendik ścisnął mój nadgarstek.
- Nie wiem. Mam nadzieję, że tak - powiedziałam, chcąc przekonać chyba samą siebie.
- Rozumiem, że Paweł jest tolerancyjny, ale ty już nie musisz - roześmiał się. - Podchodzimy do nich?
- Nie, daj spokój. Przecież to nic takiego.
- Jesteś pewna?
- Nie jestem. Chodźmy.
Norweg taktownie tego nie skomentował, a sekundę później stał już pomiędzy Magdą a moim facetem.
- Cześć Wąsek, przyprowadziłem twoją piękną zgubę. Przepraszam za to małe porwanie, ale nie mogłem się powstrzymać!
Paweł uśmiechnął się i mocno mnie przytulił.
- Szukałem cię.
- Czyżby? Wyglądasz na zajętego czymś innym - wysyczałam i zaraz potem miałam ochotę strzelić samej sobie w twarz. Jak mogłam mu urządzać scenę zazdrości, skoro sama od niego odeszłam do Bendika? I to jeszcze publicznie, ku uciesze mojej rywalki?
- Nie złość się na niego, był grzeczny - odezwała się Magda fałszywie słodkim tonem.
- Nawet przez chwilę nie pomyślałam inaczej. Fajnie, że udało wam się spotkać choć tutaj, skoro nie mieliście czasu na kawę.
- Kawa jutro. Dzisiaj będzie whisky. Paweł, idziemy coś zamówić? Dla nas Jack Daniels jak zwykle, prawda? A wy co pijecie?
"Absynt. Odpędza złe moce", pomyślałam, gotując się z wściekłości.
- Ja jeszcze nie wiem na co mam ochotę, chodźmy razem do baru - wyrwał się Bendik i puścił mi oczko. Magda nie wyglądała na zadowoloną, ale poszła razem z nim.
- Od kiedy pijesz Danielsa? - zapytałam Pawła, dokładając wszelkich starań, by mój głos brzmiał spokojnie.
- Już nie piję. Kiedyś lubiłem. Lubiliśmy. Taki nasz zwyczaj.
Spojrzałam mu w oczy, próbując z nich wyczytać jak ważne są dla niego te wspomnienia i wtedy właśnie to się stało. Z głośników popłynęło "Tęskno mi" Sarsy, a Magda zawróciła i zarzuciła mu ręce na szyję.
- Uwielbiam tę piosenkę. Musimy to razem zatańczyć.
Paweł przez chwilę był spięty, jakby bał się mojej reakcji, ale potem jego dłonie powędrowały na jej biodra.
Po nitce wspomnień idę pod dom, twój dom
Warkoczami tęsknot wzrastam tu kolejny rok.
I ledwo już pamiętam twoją twarz
Byliśmy dziećmi, a teraz pewnie już kogoś masz.
Znowu mijamy się przypadkiem
Powiedz, czy mogło być inaczej?
Z niedowierzaniem patrzyłam jak synchronizują ruchy i coraz bardziej przytulają się do siebie. Magda wyszeptała mu coś do ucha, muskając przy okazji jego twarz, a on się roześmiał.
Zobacz, ile mogło być takich chwil
Naiwne dziecko jestem i tęsknię dziś
Do ciebie. Bez ciebie miało być mi lżej.
Zobacz, ile mogło być takich chwil...
Wyglądali jakby tańczyli razem od zawsze, jakby reszta świata przestała dla nich istnieć. Paweł nie spuszczał z niej wzroku i nie przestawał się uśmiechać z jakąś dziwną nostalgią i rozmarzeniem.
Zrobiło mi się przeraźliwie zimno. Odwróciłam się na pięcie i skierowałam do palarni. W drodze minęłam Thomasa, który coraz śmielej poczynał sobie z Kasią. Na chwilę skrzyżował ze mną spojrzenie, ale nie byłam w stanie nic z niego wyczytać. Zresztą jakie to miało znaczenie? W tym momencie chciałam tylko zniknąć.
Zaciągnęłam się papierosem i zamknęłam oczy. Trwałam tak w ciszy, starając się opanować drżenie i zrozumieć co tam się, do cholery, właściwie wydarzyło. Przecież kilka godzin temu dawał mi prezent i zapewniał, że mnie kocha. Kim jest ta dziewczyna i dlaczego tak na niego działa?
Po chwili poczułam, że nie jestem w pomieszczeniu sama.
- Proszę, na pewno tego teraz potrzebujesz - Thomas postawił przede mną drinka.
Byłam zbyt oszołomiona, by się temu dziwić, więc tylko uniosłam szklankę. Po kilku głębokich łykach krew zaczęła z powrotem krążyć mi w żyłach.
- Pomogło? - zapytał, odbierając mi szkło, a potem sam się napił. Przykładając usta dokładnie tam, gdzie przed chwilą były moje i nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Pomogło. Dziękuję - wydukałam.
- Wiesz, podczas naszego ostatniego spotkania odniosłem wrażenie, że lubisz rozmawiać o sukcesach. Może więc chcesz mi opowiedzieć co osiągnęłaś tej nocy? - zrobił pauzę, ale nie doczekawszy się odpowiedzi, kontynuował: - Właściwie to... nie musisz. Sam widziałem. Zostawiam ci drinka, baw się dobrze.
Skierował się do drzwi, a ja gwałtownie zamrugałam, ale nie powstrzymało to łez, które zaczęły spływać mi po policzkach.