Ogromna biało-czerwona flaga powiewała mi nad głową, a w uszach brzmiało miarowe skandowanie: „Paaaa-weeeeł”. Grażyna jak zwykle nie potrafiła ustać w miejscu – podskakiwała, wrzeszczała, tarmosiła męża za ramię, gubiła czapkę, dyszała, machała rękami, zasłaniała oczy. Krzysztof patrzył na nią z mieszaniną rozbawienia i politowania, ale widać było, że sam też mocno przeżywa skoki syna, tylko w zupełnie inny, wyważony sposób. Tuż obok przy barierce tańczyła ciocia Basia, a jej dwie córeczki trzymały transparent znacznie większy niż one same. Uwielbiałam kibicowanie w towarzystwie rodziny swojego faceta. Zapominałam wtedy, że jestem dziennikarką i dawałam się ponieść emocjom, które dzielone z kimś bliskim były podwójne intensywne.
Po całkiem niezłym skoku gwarantującym miejsce w czołowej piętnastce, podszedł do nas uśmiechnięty Paweł. Zaczął od buziaka dla mnie, a następnie zatonął w uściskach pozostałych członków swojego prywatnego funclubu.
Jak zwykle brakowało tylko Kasi, jego siostry, która co prawda zazwyczaj pojawiała się na zawodach, ale wolała spędzać czas w towarzystwie swoich znajomych. Nie potrafiłam się przekonać do tej dziewczyny. Pozornie była sympatyczna, ale cały czas miałam wrażenie, że traktuje mnie jak zło konieczne. Po sezonie widywałyśmy się dość często, bo była z Pawłem mocno związana, ale ani wspólne wyjścia, ani wypity alkohol, ani nawet krótkie wakacje nad morzem nie zmniejszyły dystansu między nami. Dlatego teraz zdziwiłam się dość mocno, gdy zobaczyłam, że podbiega do naszej barierki. Towarzyszyła jej szczupła blondynka w różowej czapce.
Sekundę później zdziwiłam się jeszcze mocniej, bo ta nieznana mi dziewczyna uwiesiła się Pawłowi na szyi, a on wydawał się być tym faktem zachwycony.
- Magda! Co ty tu robisz? Wieki się nie widzieliśmy!
- Chciałam zobaczyć na żywo jak radzi sobie przyszły mistrz świata.
Ich uściski niepokojąco się przedłużały. Zaczęłam się zastanawiać, czy i kiedy powinnam zainterweniować, by nie wyjść na zazdrośnicę.
- Kochanie, poznaj Magdę – Paweł wreszcie sobie przypomniał o moim istnieniu. – To moja przyjaciółka.
- Cześć – podała mi dłoń. – Jesteś nową dziewczyną Pawła?
- Tak. Najnowszą – wycedziłam przez zęby.
- I najlepszą – uzupełnił mój mężczyzna, otaczając mnie ramieniem. No w końcu.
Przeskanowałam Magdę wzrokiem. Miała dziwny, odrobinę zbyt szeroki uśmiech, ale była zgrabna i niebrzydka. Niestety.
- Na długo przyjechałaś? – Paweł ponownie zwrócił się do niej.
- Chwilowo mam dosyć Londynu, więc mam nadzieję, że na długo.
- Super! Musimy koniecznie umówić się na jakąś kawę. Może w niedzielę po zawodach?
Zazwyczaj pokonkursowe wieczory spędzaliśmy we dwoje. Chodziliśmy na długie spacery albo szukaliśmy jakiejś ciekawej restauracji. To była nasza mała tradycja, sposób na rozluźnienie i naładowanie baterii przed kolejnym tygodniem. Najwyraźniej Paweł jednak o tym zapomniał.
Zaczęłam lekko drżeć, bynajmniej nie z zimna. Nigdy nie byłam zaborcza wobec żadnego swojego faceta, wliczając w to Pawła. Znałam sporo jego koleżanek i co prawda ze względu na nasz wariacki tryb życia nie miałam okazji na nawiązanie z nimi bardziej zażyłych relacji, ale wszystkie zrobiły na mnie pozytywne wrażenie. Z jedną (o ironio, też Magdą) nawet kilka razy wyskoczyłam na wspólne zakupy czy jogę. Ale ta Magda stojąca przede mną należała do zupełnie innej kategorii. Wpatrywała się w Pawła z uwielbieniem wykraczającym poza zwykłe kumpelskie kontakty. Podskórnie czułam, że będą z tego kłopoty. Kiedy odchodził do domku, żeby przygotować się do drugiej serii i bez skrępowania pocałował mnie przy wszystkich, odniosłam wrażenie, że moja nowa znajoma pragnie wydrapać mi oczy.
- Chodź, kochana – Kaśka otoczyła ją ramieniem. – Zdzwonicie się później. Milena, mam nadzieję, że dasz im trochę swobody i nie pójdziesz na tę kawę?
W pierwszej chwili osłupiałam. W kolejnej zapłonęłam gniewem.
- Nie martw się, zaczekam na niego w łóżku. Kawa zawsze go pobudza, będziemy musieli spożytkować tę energię.
Za moimi plecami rozległo się parsknięcie śmiechem i wtedy dopiero zdałam sobie sprawę, że wygłosiłam tę niezwykle dyskretną uwagę w obecności przyszłej teściowej. Grażyna nie wyglądała jednak na zgorszoną. Mrugnęła do mnie, a Katarzynę przegnała niecierpliwym gestem.
- Zasłaniasz mi, córeczko!
Spróbowałam ponownie skupić się na konkursie, ale jakiś nieokreślony niepokój we mnie pozostał. Obiecałam sobie jednak, że nie powiem nic Pawłowi.
Bo przecież:
a) kocham go.
b) ufam mu.
c) może nawet dobrze się składa, że wyjdą razem, bo w tej ripoście na temat kawy nie było nic przesadzonego.
***
Parzyłam usta grzanym piwem, które w Gołębiewskim zawsze było wyśmienite. Towarzyszyło mi pięć moich ulubionych osób: Monika i Ola ze swoimi mężczyznami życia oraz oczywiście Paweł. Mieliśmy co świętować – Żiga ex aequo z Jankiem Habdasem zmieścił się na najniższym stopniu podium, a Fredrik po raz pierwszy w karierze zajął miejsce w czołowej dziesiątce. Tylko Pawłowi totalnie nie wyszedł drugi skok i ostatecznie spadł na 21. miejsce, ale nie był ani trochę przybity.
- W zeszłym roku też tu byłem 21., a potem zdobyłem najcenniejszą nagrodę we wszechświecie – szepnął mi do ucha. – Wiem, że kalendarzowo to jeszcze nie jest nasza rocznica, ale i tak chciałbym ci coś dać.
- Wymykamy się? – odszepnęłam podekscytowana. Ostatnio sporo czasu spędzaliśmy razem, ale to nie miało znaczenia. Tego faceta się nie dało przedawkować.
- Znając życie to najpierw musisz obrobić swoje nagrania, ale potem… - usta Pawła były już tak blisko, że muskały płatek mojego ucha. – Potem mam pewne plany wobec ciebie.
Zaczęłam rozpływać się w tym dotyku i w wizjach na spędzenie kolejnych godzin, ale rzeczywistość szybko przywołała mnie do porządku.
- A ja mam plany wobec ciebie, Wąsek – rozległo się za naszymi plecami.
Drgnęliśmy oboje, totalnie zaskoczeni i jak na komendę odwróciliśmy głowy. Oczy me ujrzały szanownego pana Thomasa Thurnbichlera we własnej osobie.
- Cześć, trenerze – rzucił Paweł, mocno zawstydzony.
- Plany te obejmują rozciąganie, saunę, spotkanie z teamem i minimum siedem godzin zdrowego snu. Żadnych ekscesów seksualnych. Zrozumiano?
- Tak, trenerze – wydukał mój mężczyzna, spuszczając wzrok jak skarcony przedszkolak. – Poznaj moją dziewczynę – dorzucił po chwili milczenia.
- Znamy się – skwitowałam.
Thurnbichler łaskawie skierował na mnie wzrok, a ja w duchu nastawiłam się na przepychankę słowną. Kolejną tego dnia. Świetny bilans.
Zapadła krótka, ale elektryzująca cisza, podczas której prowadziliśmy pojedynek na spojrzenia. Miał w tych swoich czarnych oczach coś cholernie magnetycznego. I denerwującego.
- Przepraszam za swoje wczorajsze zachowanie na skoczni – powiedział szybko, jakby każde słowo sprawiało mu ból. – Byłem trochę spięty. Możemy dzisiaj to nadrobić.
- Nie ma takiej potrzeby. Mam już wypełniony czas antenowy.
- Jak to? – wtrąciła się Monika. – Przecież tu chodzi o rozmowę z trenerem naszej kadry, w dodatku debiutującym. To jest cholernie ważny materiał!
- Nie jest.
- Jest! – do ataku na mnie dołączyła Ola. – Bierz się do roboty, Milena. Doceń to, że Thomas znalazł dla ciebie czas po pracy.
- Bo w trakcie pracy mu się nie udało – warknęłam.
- Bądźmy ponad to – Thomas uśmiechnął się do mnie. Chyba odniósł (mylne) wrażenie, że może kontrolować tę sytuację.
- Super. Potrzebujemy chwili na przygotowanie sprzętu, a ty w tym czasie możesz przygotować kolejne błyskotliwe riposty – odrzekłam spokojnie i również się uśmiechnęłam. – Robimy live’a? – zwróciłam się do dziewczyn, a one ochoczo przytaknęły.
Kilka minut później zwracałam się wprost do kamery i do kilkudziesięciu osób po drugiej stronie. Postanowiłam zapewnić im godziwą rozrywkę w ten sobotni wieczór.
- Witam wszystkich, oto żywy dowód na to, że zajmujemy się skokami every day and every night. Mimo późnej pory i natłoku ważnych zajęć - na przykład udzielania wywiadów dużym stacjom – znalazł dla nas czas trener polskiej kadry, Thomas Thurnbichler. Couch, jesteśmy zaszczyceni.
- Dobry wieczór – powiedział Thomas, ale na jego twarzy odbiło się lekkie zmieszanie.
- Zacznijmy może od pytań typowo warsztatowych. Czy wrodzona bezczelność pomaga panu w pracy?
Ola parsknęła śmiechem i obraz lekko zafalował.
- Nie nazwałbym siebie bezczelnym. Jestem raczej stanowczy i wiem, do czego zmierzam. Owszem, to ułatwia pracę, zwłaszcza z tak różnorodnym pod względem wieku i doświadczenia zespołem.
- No właśnie, doświadczenie. O ile mi wiadomo, nigdy wcześniej nie pełnił pan funkcji głównego trenera kadry. Skąd pomysł, że podoła pan temu zadaniu?
- Znam swoje możliwości. Nie jestem człowiekiem znikąd. Jak pani zapewne wie, byłem asystentem Andreasa Withoeltza, a wcześniej przez wiele lat trenowałem austriackich juniorów. I tu ciekawostka, również jako główny trener kadry.
- Owszem, C i D – wtrąciłam szybko.
Miałam wrażenie, że wstąpił we mnie diabeł. Nie do końca rozumiałam swoje zachowanie, ale ten człowiek irytował mnie tak bardzo, że marzyłam o tym, by utrzeć mu nosa. Rosnący licznik widzów naszej transmisji był dodatkowym smaczkiem.
- Wielcy mistrzowie też są najpierw w kadrach C i D.
Musiałam mu niestety oddać honor, że nieźle sobie radził, a moja napastliwość nie wyprowadzała go z równowagi. Przynajmniej na razie.
- Jakie to uczucie, zająć miejsce trenera tak lubianego i szanowanego przez zawodników? Michal Doleżal jest ojcem bardzo wielu sukcesów tego teamu. Nie obawia się pan życia w jego cieniu, zwłaszcza że na razie na polu trenerskim nie może się pan pochwalić zbyt wieloma samodzielnymi dokonaniami?
- Bardzo cenię Michala, ale z jakichś powodów współpraca z nim została zakończona. Teraz czas na nowy rozdział i nowe cele, a nie analizowanie przeszłości. Zresztą… moja wrodzona bezczelność, którą raczyła pani zauważyć, powinna tu okazać się pomocna.
Nie ugiął się przed kolejnym atakiem, a ja poczułam, że wytrąca mi wszystkie asy z rękawa i w dodatku świetnie się przy tym bawi. Nienawidziłam tego człowieka coraz bardziej.
Moje przyjaciółki tymczasem posyłały mi mordercze spojrzenia i dawały gorączkowe znaki, że mam natychmiast się ogarnąć. Mój popis nie zrobił na nich najlepszego wrażenia i zdawałam sobie sprawę, że za chwilę któraś wkroczy w kadr i zainterweniuje.
- Jaki jest pana dotychczasowy największy sukces? Mam tu na myśli zarówno hmm, karierę trenerską, jak i zawodniczą. Najbardziej medialny jest zapewne tak zwany podwójny skok w Bischofshofen… Ale miał pan wtedy trzynaście lat, może potem jednak udało się osiągnąć coś więcej?
Uśmiech Thomasa nie zbladł, ale na twarzy pojawiły się intensywne rumieńce świadczące o zdenerwowaniu. No w końcu.
- Moim największym sukcesem może okazać się to, że spokojnie przetrwałem tę rozmowę z panią, a nawet jestem skłonny umówić się na kolejną. Po sezonie. Aby mogła mi pani pogratulować publicznie zdobycia Pucharu Narodów i medalu Mistrzostw Świata.
- Szczerze nam wszystkim tego życzę – rozpromieniłam się, a potem krótko pożegnałam widzów. Zdawałam sobie sprawę, że zaraz zostanę skrócona przez moje przyjaciółki o głowę, a Paweł też raczej z wdzięcznością nie padnie mi w ramiona. Ale może było warto?
- Z tymi ekscesami seksualnymi mówiłem poważnie, Wąsek. Zabraniam ci kontaktów z tą kobietą przed zawodami – zapowiedział Thomas i odszedł bez pożegnania.
Miałam stuprocentową pewność, że mój facet go posłucha. Czekało mnie świętowanie rocznicy w samotności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz