sobota, 14 października 2023

pięć.

Czasami cisza buduje największe mury.


Nie rozmawiałam z Pawłem o tym, co wydarzyło się na imprezie, ale nie było dnia, bym nie odtwarzała tego w głowie. Co gorsza, nie byłam na niego wściekła, a raczej po prostu... smutna. Rozczarowana. I przerażona, że ta świeżo odnowiona  znajomość z Magdą prowadzi do czegoś, co zrujnuje mój świat. A przecież tak niedawno poskładałam się na nowo. Nie byłam gotowa na kolejne burze, a już na pewno nie na takie, które pozbawią mnie miłości mojego życia.

Tak, rzadko mówiłam to głośno (może nawet wcale?), ale Paweł przez ostatni rok dał mi więcej szczęścia niż odczułam kiedykolwiek. Pamiętałam wszystkie nasze poranki, skradanie sobie zaspanych pocałunków, długie spacery, napady głupawki, rozmowy o niczym i o wszystkim. Pamiętałam, że godzinami potrafił trzymać mnie za rękę, gdy przeżywałam coś trudnego, a ta milcząca obecność koiła każdy ból. Nie mogłam tego stracić.

Podskórnie czułam, że brak konfrontacji w sprawie Magdy oddala nas od siebie, ale nie wiedziałam jak podjąć ten temat. Zazdrość i ograniczanie przestrzeni drugiej osoby były takie totalnie nie w moim stylu. Sama kochałam chodzić własnymi drogami i miałam wielu kolegów, a gdyby Paweł miał o to do mnie pretensje to po prostu bym go wyśmiała. Przegadałam tę kwestię z dziewczynami, ale miały rozbieżne opinie. Monika radziła mi nie wpadać w paranoję i spokojnie obserwować rozwój sytuacji, Ola natomiast była zdania, że należy mu się karczemna awantura.

- Ja to widziałam na własne oczy, więc mam większe prawo oceniać. Jak ty i Żiga zajmiecie się sobą to nawet trzęsienie ziemi na drugim końcu ulicy nie zrobi na was wrażenia. Dlatego milcz! - denerwowała się Ola, hojnie nalewając nam rumu. Monika nie wyglądała na urażoną, w odpowiedzi zrobiła tylko rozmarzoną minę. Wolałam nie pytać co oni wyczyniali podczas tej imprezy.

Leżałam na białym puchowym dywanie w tym samym domku w Kuusamo, który zajmowałyśmy w zeszłym roku. Otaczająca nas zima wciąż była spektakularna, sauna idealnie nagrzana, a skandynawskie jedzenie rozpływało się w ustach. Czułam się jednak zupełnie inaczej. Smutniej. Jakby moje życie było planszą, którą ktoś potrząsnął i powywracał wszystkie pionki.

- No dobra, a co działo się po powrocie do domu? Mówił coś o niej?

- Nic nie mówił, poszliśmy spać. A następnego dnia zrobił mi śniadanie do łóżka, bo stwierdził, że wypiłam więcej od niego i wymagam opieki. Był taki jak zawsze, ale...

- Ale ty już sobie wyobrażasz najgorsze scenariusze, bo taka jesteś. To nie jest wina Pawła, tylko twojej głowy - oznajmiła Monika. - Przecież on cię kocha jak wariat i nawet całe stado takich chudych wydr jak Magda tego nie zmieni. Ogarnij się!

- Nie wiem, mam jakieś złe przeczucia...

- Znamy się kilkanaście lat i jeszcze nigdy nie usłyszałam od ciebie, że masz dobre. Moim zdaniem powinnaś raczej zastanowić się nad prezentem na waszą rocznicę. Sama coś zgarnęłaś... - Monika wymownie spojrzała na bransoletkę zdobiącą mój lewy nadgarstek - Więc może czas na rewanż?

Uśmiechnęłam się tylko, bo akurat o tym nie musiała mi przypominać. Niespodzianka od dawna była gotowa.


***


Niedzielny konkurs okazał się dla Pawła wyjątkowo pechowy. Jak zwykle w Ruce pierwsze skrzypce odegrał wiatr, a dla niego przygotował same fałszywe nuty. Odrobinę spóźnił skok, ale dałby radę to uratować, gdyby nie gwałtowny podmuch w plecy, który zmusił go do lądowania na 112. metrze. Poskutkowało to 31. miejscem ze stratą zaledwie 0,2 pkt do awansu. Paweł był wściekły. Po pierwszej serii przeniósł się do Fis Family, ale tylko przelotnie mnie pocałował i nie chciał rozmawiać. Wiedziałam, że w takich chwilach potrzebuje spokoju, żeby uporać się z rozczarowaniem, więc nie naciskałam. Śledziłam skoki pozostałych reprezentantów Polski i trzymałam kciuki za Kamila Stocha, który trafił na szczęśliwy los w tej wietrznej loterii i zajmował drugie miejsce z niewielką stratą do Bendika.

- Jestem beznadziejny - Paweł w końcu przerwał milczenie, wtulając się w rękaw mojej kurtki.

- Zwariowałeś? Przecież nie było w tym twojej winy! Wielu czołowych zawodników wycięły warunki, jak zawsze na tej skoczni.

- Teoretycznie tak, ale... Mogłem postarać się bardziej. Myślę, że Thomas znajdzie wiele błędów w tym skoku.

- I dobrze, w końcu za to mu płacą - rzuciłam, dziwnie niezadowolona, że o nim rozmawiamy.

- Na treningach wygląda to u mnie zupełnie inaczej. Wiem, co mam robić i nieźle mi to wychodzi. A na zawodach nagle wszystko przestaje funkcjonować... Może za bardzo mi zależy?

- Chętnie obejrzałabym wasz trening. Może z dystansu zwróciłabym uwagę na coś, co tobie umyka.

- To jest świetny pomysł - rozpromienił się Paweł. - Przyjdź, proszę. Nawet jutro z rana.

Dotarło do mnie, że w tym celu będę musiała poprosić o zgodę wielkiego Thomasa Thurnbichlera. I zapewne być dla niego miła, choć wolałabym mu obić ten śliczny pysk. Wiedziałam jednak, że to zrobię, jeśli dzięki temu Paweł dalej będzie się uśmiechać.


***


- Za bardzo przechylasz się w prawo, Piotrek! Skoryguj pozycję. Kuba, tracisz koncentrację w kluczowym momencie i spóźniasz wybicie! -  podczas gdy Thurnbichler wygłaszał swoje pseudoprofesjonalne opinie, a Mark Nölke kiwał zawzięcie głową, ja siedziałam na dolnej trybunie sali gimnastycznej w towarzystwie Moniki i Oli.

Dziewczyny były podekscytowane, że oglądają przygotowania do skoków od kuchni, mimo że tego typu treningi niemal zawsze są zamknięte dla widowni. Musiałam wspiąć się na wyżyny dyplomacji, przekonując Thurnbichlera, że udzielenie nam zgody na nagranie materiału na kanał nie jest czystym wariactwem. Teraz na szczęście mnie ignorował, dzięki czemu mogłam skupić się na obserwacji Pawła, ćwiczącego właśnie skoki w miejscu.

- Nie uzyskasz płynności ruchów, jeśli będziesz taki spięty - stwierdził Thomas. - Może jednak twoja dziewczyna nie powinna tutaj być?

- Przecież na zawodach jestem zawsze i jakoś mu to nie szkodzi - wtrąciłam, lekko zirytowana, ale nie zaszczycił mnie nawet spojrzeniem.

- Rozluźnij się, Paweł. Dobrze wiem, że stać cię na więcej. Poćwiczymy ten element wybicia, który ostatnio nie zafunkcjonował w konkursie. Musisz to robić bezrefleksyjnie, a na razie za dużo myślisz i przynosi to kiepskie skutki.

Odniosłam wrażenie, że Paweł staje się coraz bardziej ponury i mniej energiczny, ale posłusznie ćwiczył dalej.

- Zaczekaj, pokażę ci.

Thomas wszedł na bieżnię i przeskoczył płotek ze sporym zapasem. Zrobił to tak szybko i zdecydowanie, że mimowolnie poczułam uznanie, jednocześnie starając się nie myśleć o tym, że mięśnie ud seksownie mu się napięły.

Paweł spróbował powtórzyć skok, ale nie wyszło mu to tak imponująco. Po kilku kolejnych próbach opadł na matę zrezygnowany.

- Nie siadaj, to nie koniec na dziś. Teraz trochę cardio, a potem wrócimy do techniki. Pięć okrążeń dla wszystkich - Thomas wydał kolejną dyspozycję i dołączył do biegnących zawodników. Zauważyłam, że moje przyjaciółki przyglądają mu się z zainteresowaniem wykraczającym poza obszar zawodowy i nie do końca mogłam je za to winić.

Po serii ćwiczeń wysiłkowych, w których Thomas z zaangażowaniem uczestniczył, Piotrek Żyła zaczął zawodzić, że jest mu gorąco.

- To się rozbierz - rzucił Paweł przez zęby, na co Piotrek od razu się wyszczerzył.

- Trenerze, mogę?

- Nie jest to zły pomysł - odpowiedział Thomas, po czym jednym płynnym ruchem zdarł z siebie biały t-shirt. Mimowolnie wciągnęłam głośno powietrze. Miał perfekcyjne ciało. Umięśnioną klatę, wyraźnie zarysowane obojczyki i ramiona pokryte tatuażami. Natychmiast przeniosłam wzrok na Pawła, ale ogarnęło mnie niebezpieczne drżenie. Nie cierpiałam tego człowieka, ale nie można było zaprzeczyć, że olśniewał. Wciąż na mnie nie patrzył i byłam za to wdzięczna, bo na pewno nie zdołałabym zapanować nad emocjami.

- O rany, jaki masz głód w oczach - szepnęła mi do ucha Ola. - Ogarnij się, bo twój facet się zorientuje, że to nie o nim teraz fantazjujesz.

- Zawsze fantazjuję o nim - rzuciłam szybko i zajęłam się robieniem zdjęć głównie chyba po to, by ukryć twarz za obiektywem.

- Jesteś już zaspokojona? Napatrzyłaś się? - usłyszałam za sobą.

W końcu się do mnie odezwał. Pierwszy raz od godziny. I oczywiście musiało to być coś obraźliwego.

- Słucham? - rzuciłam z oburzeniem, podtrzymując jego spojrzenie. Wyglądał na zaskoczonego moim tonem.

- Pytam, czy zobaczyłaś wszystko, czego chciałaś. Trening się kończy, ale jeżeli potrzebujesz jeszcze jakichś przebitek to mogę go przedłużyć.

- Potrzebujemy jeszcze tylko rozmowy z najważniejszą osobą na tej sali - wtrąciła Monika, odsuwając mnie na bok. Polemizowałabym, czy akurat Thurnbichler był tu najważniejszy, ale byłam jej wdzięczna, że wyzwoliła mnie spod jego wzroku. Bo parzył. Bardziej niż powinien.

 

***

 

Perfekcyjne planowanie było jedną z niewielu umiejętności, którą zachowałam z poprzedniego życia. Nie zabierałam się za to zbyt często, ale ta okazja była wyjątkowa.

Małe przetasowania w miejscach noclegowych dla słoweńskiej i norweskiej kadry sprawiły, że odesłałam przyjaciółki w dobre ręce i miałam nasz domek tylko dla siebie. Sauna była już gotowa, outfit czekał w sypialni, a ja krzątałam się po kuchni. Znając mało entuzjastyczny stosunek Pawła do skandynawskich potraw zadbałam o to, by poczuł się jak u siebie. Schabowy z ziemniakami może nie był najbardziej romantycznym daniem pod słońcem, a sprowadzenie składników w okolice koła podbiegunowego graniczyło z cudem, ale wiedziałam, że tego dokładnie potrzebuje, zwłaszcza po kolejnych średnio udanych zawodach. Tym razem zmieścił się w czołowej trzydziestce i była to jedyna dobra rzecz, którą dało się powiedzieć o jego występie.

- O rany, co tak pachnie? - uśmiechnął się z lubością, przekraczając pół godziny później próg domku. - Która z was odkrywa talenty kulinarne?

- Ja, bo tak się składa, że nikogo innego tu nie ma - oznajmiłam, przytulając się do niego. Zlustrował mnie wzrokiem i moja nowa kobaltowa sukienka musiała zrobić na nim wrażenie, bo jego uśmiech jeszcze się poszerzył.

- Jesteśmy sami?

- Tak. Do rana.

Zajęliśmy się kolacją i sączeniem wina przy akompaniamencie najnowszej płyty Cigarettes After Sex. Mimo odrobinę bardziej uroczystej oprawy to był zwyczajny wieczór, jakich przeżyliśmy razem wiele. To było jedną z piękniejszych stron naszego związku - nie musieliśmy niczego udawać ani sztucznie sobie imponować. Docenialiśmy po prostu to, że jesteśmy blisko siebie, możemy się sobie zwierzyć, ale też wspólnie pomilczeć.

- Mam coś dla ciebie - stwierdziłam w końcu.

- Prezent? - Paweł ucieszył się jak dziecko, a potem zaniemówił, gdy z kolorowego pudełka wypakował kurtkę, w której jego ukochany kierowca rajdowy, Max Verstappen, wygrywał Grand Prix Abu Zabi 2021. - Jakim cudem... Kochanie, jak to zdobyłaś?

- Nie zdradzam swoich metod, ale dla miłości życia jestem w stanie postarać się o wiele.

Chwilę później, śmiejąc się, tonęłam w jego gorączkowych uściskach.

- Jesteś perfekcyjna - wyszeptał, a dłońmi przesunął po mojej talii i dokładnie tyle wystarczyło, bym zapłonęła. Poddałam się temu dotykowi, jednocześnie wsuwając palce pod jego koszulkę. Podchwycił moje spojrzenie, z którego bez trudu wyczytał na co mam ochotę. Nie musiałam długo czekać, aż rozepnie zamek mojej sukienki. Coraz bardziej wygłodniałe ruchy rąk łagodził pocałunkami, które choć pełne pasji, były na swój sposób delikatne. Syciliśmy się sobą, jakbyśmy odkrywali się po raz pierwszy.

Kiedy usłyszałam sygnał telefonu, jęknęłam rozczarowana.

- Odbierz, mamy mnóstwo czasu - wyszeptał Paweł, całując mnie po szyi.

Sięgnęłam po aparat, nie przerywając naszych uścisków, ale głos po drugiej stronie sprawił, że odskoczyłam jak oparzona.

- Słyszałaś o czymś takim jak autoryzacja? - zapytał Thomas Thurnbichler, przeciągając głoski, przez co to zdanie zabrzmiało jak świntuszenie. Pewnie byłby seksowny nawet recytując Bogurodzicę.

- Skąd masz mój numer? - odparłam niemądrze, jakby miało to jakieś znaczenie.

- Artykuł 14a waszego prawa prasowego mówi wyraźnie, że obowiązkiem dziennikarza jest uzyskanie zgody osoby cytowanej na użycie jej wypowiedzi, a w tym przypadku chodzi także o poufne informacje związane z metodami treningowymi kadry.

- Przecież jeszcze niczego nie opublikowałam.

- I nie zrobisz tego, dopóki nie ustalimy wspólnie które fragmenty i w jakim zakresie możesz wykorzystać.

- Zmontuję materiał i prześlę ci do akceptacji - starałam się, by mój głos zabrzmiał grzecznie, ale całą sobą wciąż byłam w ramionach swojego faceta i marzyłam o powrocie do przerwanej czynności.

- Nie. Spotkamy się i przegadamy ten temat.

- Czemu zwracasz się do mnie? To Monice udzieliłeś wywiadu.

Na chwilę w słuchawce zapadła cisza, ale myliłabym się uznając, że wielki pan trener dał się zbić z tropu.

- Bo ci nie ufam - poinformował mnie. - Zwłaszcza po twoim ostatnim materiale z moim udziałem. Albo się spotkamy, albo możesz wyrzucić swoją pracę do kosza. Nie wiem tylko jak to wytłumaczysz przyjaciółkom.

- Uwielbiasz rozkazywać ludziom, prawda?

- To tylko jedna z wielu rzeczy, które uwielbiam robić...

- Nie jestem tym zainteresowana - przerwałam mu.

- Prześlę ci szczegóły spotkania sms'em.

- Świetnie. Mogłeś od razu tak zrobić, zamiast wydzwaniać w środku nocy.

- Mogłem, ale miałem ochotę cię obudzić. A kiedy mam na coś ochotę to robię to bez zastanowienia.

- Nie chcę cię rozczarować, ale akurat nie sen mi przerwałeś. Dobranoc.

Niemal rzuciłam słuchawką, a potem znów odwróciłam się do Pawła. Buzująca w żyłach złość sprawiła, że wbiłam się w jego usta z jeszcze większą pasją. Złapał mnie za nadgarstki i przygwoździł do ściany, ale dziś to ja chciałam dominować. Wyswobodziłam się z uścisku i przejęłam inicjatywę, ściągając jego koszulkę i obsypując pocałunkami każdy skrawek skóry. Mój ulubiony smak w życiu.

- Ty chyba bardzo za mną tęskniłaś, kochanie - roześmiał się tuż przy moich ustach.

- Nigdy nie jesteś wystarczająco blisko mnie, żebym nie tęskniła.

- Zrobię co mogę, żeby być jak najbliżej.

Podniósł mnie i zaniósł do łóżka. W oszałamiającym tempie pozbyliśmy się reszty ubrań. Przepełniało mnie pożądanie i spokój jednocześnie - zaskakująca mieszanka i możliwa tylko przy nim. Wiedziałam, że jestem we właściwym miejscu. Chciałam rozkoszować się każdą chwilą. Jego dotykiem, zapachem, przyspieszającym oddechem. Jak zwykle doskonale wiedział co robić, by potęgować moją przyjemność. Odliczałam sekundy do momentu, aż poczuję go w sobie, ale wtedy poprzez grającą w tle muzykę i nasze westchnienia przebił się ostry dźwięk smartfona.

- Cholera jasna, nawet nie myśl, że pozwolę ci odebrać - wyszeptał Paweł, nie przestając całować mojego brzucha.

- Nikt nie dzwoni, to My Aurora - stwierdziłam ze zdziwieniem.

- Ta aplikacja od polowania na zorze?

- Dokładnie tak.

- Rany, serio? - mój mężczyzna nie wyglądał na zachwyconego, ale znał mnie na tyle dobrze, by wiedzieć, że nie zmarnuję takiej okazji. Odsunął się powoli i sięgnął po zmięte ubrania, podczas gdy ja rzuciłam się, żeby sprawdzić w którym miejscu pojawiła się zorza.

- To tylko kilka kilometrów od nas!

- Na zewnątrz jest koszmarnie zimno, wiesz? A tu jest mi teraz najlepiej na świecie.

Uśmiechnęłam się, jeszcze raz go całując.

- A mnie jest najlepiej na świecie po prostu wszędzie tam, gdzie ty jesteś. Bez względu na temperaturę.

Chwilę później zanurzyliśmy się w fińską mroźną noc. Razem.



siedem.

Obudził mnie zapach jajecznicy i świeżo parzonej kawy. Byłam w łóżku sama, co niezmiernie mnie zdziwiło, bo Paweł nie miał dziś porannego tr...