O niektórych chwilach marzy się, by były idealne. Projektuje się je w głowie, planuje w każdym detalu, a potem dokłada starań, by urzeczywistnić. W mojej wyobraźni zorza przecinała niebo i zachwycała feerią barw, a lodowate powietrze podkreślało smak pocałunków. Tylko to uważałam za jedyne słuszne zakończenie wieczoru. Wieczoru, który miał nas zbliżyć po ostatnich drobnych perturbacjach. Wieczoru utwierdzającego w przekonaniu, że jestem dla Pawła najważniejsza, a Magda to zwyczajna znajoma. Wieczoru pozwalającego ostatecznie zapomnieć o fantastycznym ciele jego nowego trenera.
Tymczasem po prawie dwóch godzinach błądzenia w ciemnościach, z nieustannie zawieszającą się nawigacją, oboje umieraliśmy z zimna i byliśmy tak samo daleko od ujrzenia Aurory jak na początku. Straciłam czucie w palcach, a skóra twarzy szczypała mnie od mrozu.
- Kochanie, czy ty czasami odpuszczasz? - zapytał Paweł z uśmiechem, który bardziej usłyszałam niż zobaczyłam.
- Jeżeli mi na czymś naprawdę zależy to nigdy.
- Mnie teraz najbardziej zależy na wypiciu dobrego grzańca w łóżku. Z tobą. Albo z ciebie. Wyobrażam to sobie intensywnie i tylko dlatego jeszcze żyję.
- Ale tak chciałam zobaczyć te światła... - stwierdziłam z rozżaleniem.
- Zobaczysz. Światła, gwiazdy i wszystkie kolory tęczy. Gwarantuję ci to. Tylko potrzebne nam łóżko.
- O rany, tylko jedno ci w głowie!
- Tylko ty mi w głowie - Paweł spróbował mnie przytulić, ale miliony puchowych warstw, w które byliśmy ubrani, skutecznie to uniemożliwiły.
- Okej, ja też już chcę wracać - przyznałam w końcu. - Tylko którędy?
***
- Idę pod prysznic, dołączysz?
Paweł przewrócił się na lewy bok i spojrzał na mnie w taki sposób, że natychmiast nabrałam sił na kolejne spotkanie z jego ciałem, mimo że obiecane gwiazdki i fajerwerki dobiegły końca kilka minut temu. Byliśmy wiecznie głodni siebie. Nawet wspólne mieszkanie od ośmiu miesięcy nie wychłodziło tej namiętności.
- Za chwilkę przyjdę, bo wyglądasz na osobę potrzebującą pomocy w myciu pleców.
- Nie tylko pleców - roześmiałam się, znikając za drzwiami.
Strugi gorącej wody zadziałały wyjątkowo kojąco po tej bezowocnej wędrówce. Pozwalając ciału się rozluźnić, odliczałam czas do nadejścia Pawła, ale się nie pojawiał. Pewnie zasnął, w końcu to był dla niego trudny weekend. Otuliłam się puchowym szlafrokiem i cicho wróciłam do łóżka, zastanawiając się czy będę w stanie oprzeć się pokusie i go nie budzić na kolejną porcję czułości.
Okazało się jednak, że nie tylko nie śpi, ale jest niezwykle skupiony na swojej komórce.
- No i co z myciem pleców? - spytałam z udawanym oburzeniem, kładąc się obok niego. Nie uszło mojej uwadze, że odrzucił telefon jak oparzony.
- Przepraszam cię, Piotrek do mnie napisał z milionem pytań o lot do Lillehammer. Wiesz jaki on jest, jak się na coś uprze to nie odpuści i ciężko go zbyć w kilka minut.
- Nakrzyczę na niego przy najbliższej okazji. Powiem, że pewnych rzeczy nie wolno przerywać.
- Nie, daj spokój, jeszcze się obrazi - wystraszył się Paweł, co mnie zaalarmowało, bo przecież to był żart. Zwykle wyczuwał takie rzeczy.
Przytuliłam go, starając się nie popadać w paranoję, ale wciąż wibrująca komórka zaczynała mnie irytować, a mężczyzna mojego życia odwrócił się tak, żebym nie widziała wyświetlacza.
- Mógłbyś przynieść mi szklankę wody? - poprosiłam, odrobinę pogardzając sobą, bo bardziej niż o zaspokojenie pragnienia chodziło mi o sprawdzenie, czy zabierze ten przeklęty telefon ze sobą. Nie zabrał.
Walka z mroczniejszą stroną natury trwała tylko chwilę, a potem tłumiąc wstyd wystukałam swoją datę urodzenia, która służyła Pawłowi za hasło. Nie zmienił go, co uznałam za pierwszy dobry znak. Drugim była otwarta konwersacja z Piotrkiem. Trzecim pocałunek Pawła, którym obdarzył mnie, wracając do łóżka.
***
- To nie gest kapitulacji, tylko dobre wychowanie - rzuciłam przez zaciśnięte zęby, siadając obok Thomasa przy kawiarnianym stoliku.
Rozkazał mi stawić się z laptopem w bistro przy hali sportowej, dwie godziny przed treningiem chłopaków. Trochę przerażała mnie wizja spędzenia z nim sam na sam tak długiego czasu, ale za nic bym się do tego nie przyznała.
- Z tym wychowaniem to też u ciebie kiepsko, bo jesteś spóźniona - postukał wymownie w tarczę zegarka. Była 9.04.
- Co można stracić przez 4 minuty?
- Czasami bardzo wiele - odpowiedział z nieoczekiwaną powagą. - Ale tym razem ci wybaczę. Słucham twoich propozycji w kwestii materiału.
Byłam przygotowana perfekcyjnie, bo duma mi nie pozwalała dać się przyłapać na jakimkolwiek niedociągnięciu. Przez kolejne pół godziny zajmowaliśmy się pracą i o dziwo, żadne z nas nie siliło się na złośliwości. Trochę rozpraszał mnie zapach jego perfum, którego nie można było nie wyczuć przy pochylaniu się nad laptopem, ale starałam się skupiać wyłącznie na setkach, przebitkach i komentarzach z offu.
- Dobra robota - stwierdził w końcu.
- Zaskoczony?
- Szczerze? Nie. Zdążyłem zauważyć, że jesteś inteligentna.
Niemal zakrztusiłam się kawą i chwilę trwało, nim zdołałam wydukać:
- Jeszcze powiedz, że doceniasz moje zalety.
- Liczba mnoga nieuzasadniona. Mówimy tylko o jednej.
- Mam więcej.
- W twoich ustach to brzmi bardziej jak ostrzeżenie - roześmiał się.
- Czyżbyś się bał poznać kolejne? - zapytałam, zanim zdążyłam ugryźć się w język. Co ja bredzę? I skąd u mnie ten prowokacyjny ton?
Thomas dotąd błądził wzrokiem w dali za oknem, ale teraz skierował go na mnie. Bez pośpiechu, ale i bez uników. Miałam wrażenie, że temperatura w pomieszczeniu się zmieniła. Zadrżałam, starając się nie przerywać tego kontaktu.
- Może tak. Bo jeszcze bym cię polubił, a na to raczej nie jesteśmy gotowi.
- Dlaczego? Dobrze jest mieć poprawne kontakty z trenerem swojego faceta.
Celowo wspomniałam o Pawle, by przypomnieć, że jestem zajęta. Nie byłam tylko pewna, komu to przypomnienie jest potrzebne.
- Chcesz zawieszenia broni? - uśmiechnął się lekko kpiąco. Nie miałam pojęcia jaka jest właściwa odpowiedź na to pytanie.
Krótko znałam Thomasa, ale każda rozmowa z nim była jak stąpanie po polu minowym. Zdania miały drugie dno. Spojrzenia zaprzeczały słowom. Zmuszał mnie do wytężonej uwagi i wspinania się na wyżyny elokwencji. Był tak inny od Pawła, z którym mówiło się po prostu, bez gierek, bez prowokacji, bez wysiłku. Thomas szalenie mnie męczył. I ekscytował.
- Na płaszczyźnie zawodowej możemy spróbować. Na więcej chyba rzeczywiście mnie nie stać.
Dalej patrzył mi prosto w oczy i na chwilę zapadło milczenie.
- Musisz to zmienić... Ten fragment o technice lotu. Za dużo tu szczegółów, a ja nie chcę aż tyle pokazywać na zewnątrz.
To nagłe przejście od flirtu do pracy zbiło mnie z tropu. I chyba trochę... rozczarowało. Zerknęłam jednak w notatki i włożyłam maskę idealnej dziennikarki.
Reportaż powoli formował się w całość, a wprowadzane przez Thomasa poprawki były trafne i błyskotliwe. Od razu dało się wyczuć, że działania PR-owe nie są mu obce. Nasza współpraca dobiegła końca wraz z drugą kawą, a do rozpoczęcia treningu zostało jeszcze ponad 20 minut.
- Dziękuję - powiedziałam, podnosząc się.
- Zostań jeszcze chwilę - poprosił nieoczekiwanie. - Potrafimy chyba rozmawiać też na inne tematy? Sprawdźmy, ile wytrzymamy bez naskakiwania na siebie.
- Rzucasz mi wyzwanie? Po co?
- Bo ciężki dzień przede mną i potrzebuję trochę rozrywki.
- I mam być twoim zwierzątkiem cyrkowym?
Skrzywił się lekko.
- Dlaczego to tak określasz? Masz po prostu spędzić ze mną czas. Jeśli chcesz.
Spuściłam wzrok, żeby nie zauważył, że jestem lekko zestresowana. Czym innym była konsultacja materiału, a czym innym rozmawianie z nim, bo "chcę".
- Nie chcę - oznajmiłam w związku z tym. - Ale i tak planowałam zaczekać na Pawła, więc twoją obecność tutaj potraktuję po prostu jako drobną niedogodność.
Chciałam za wszelką cenę uniknąć spotkania naszych oczu, więc przeniosłam wzrok na stolik. Skutkiem ubocznym tego działania było to, że teraz mogłam podziwiać jego dłonie i przedramiona.
- Co oznacza ten tatuaż?
Moje ciało zareagowało szybciej niż głowa. Przesunęłam palcem po grzbiecie jego dłoni i natychmiast zdałam sobie sprawę, że dotykam go po raz pierwszy. Podobała mi się faktura jego skóry. I to, że zadrżał, przez co nie było mi niezręcznie, że sama jestem roztrzęsiona.
- Nic. Pełni tylko funkcję dekoracyjną - odpowiedział całkowicie spokojnie, ale w jego oczach czaiło się napięcie.
- Nie wierzę. To byłoby infantylne. A ty taki nie jesteś.
- O proszę, czyżbyś teraz ty doceniła moje zalety?
- Brak wady to nie jest automatycznie zaleta - roześmiałam się i dopiero zauważyłam, że nasze dłonie wciąż się dotykają. Cofnęłam swoją natychmiast.
- To mandala - wyjaśnił Thomas. - Symbol równowagi.
- Jesteś zrównoważony? - rzuciłam kpiąco. - Nie widać.
- Nie jestem, ale chciałbym. Zaklinam rzeczywistość.
- Oboje dobrze wiemy, że tu chodzi o coś więcej - powiedziałam przeciągle.
- Może kiedyś ci opowiem. Ale nie zdradzam wszystkiego na pierwszej randce.
Zanim zdążyłam się oburzyć, Thomas spojrzał na moje odsłonięte przedramiona i stwierdził:
- Dużo tu miejsca, które można dobrze zagospodarować. Myślisz o zrobieniu sobie tatuażu, prawda? Dlatego zapytałaś o mój?
- Myślę, ale nie powiem ci o jakim. Nie zdradzam wszystkiego na pierwszej randce.
Docenił moją odpowiedź uśmiechem, a potem po prostu mnie dotknął. I świat niebezpiecznie się zachwiał.
- Pierwszy tatuaż jest najważniejszy, wyznacza kierunek kolejnym - mówił powoli, gładząc moją skórę, a ja koncentrowałam się wyłącznie na tym, by nie zapomnieć o oddychaniu. To było niedorzeczne. Głupie. I cholernie przyjemne.
- Dlatego ważne jest, żebyś mogła często na niego patrzeć. Kolejne mogą być już w innych miejscach... - jego palce powędrowały wyżej, do ramienia, a potem w kierunku obojczyka i szyi. Odgarnął mi kosmyk włosów z twarzy.
Jakaś część mnie zdawała sobie sprawę, że powinnam skończyć z tym natychmiast, zanim przekroczymy point of no return. Mimo to nawet się nie poruszyłam.
- Kochanie, zaraz mam trening, ale zdążyłem jeszcze przyjść po buziaka - dobiegł mnie gdzieś z innej planety głos Pawła.
Oboje z Thomasem instynktownie odskoczyliśmy od siebie. Przy okazji zrzucając filiżankę. Jak w tanim serialu. Nie wiem czy bardziej zapamiętałam dźwięk tłuczonego szkła, zaszokowaną twarz swojego faceta czy to, jak nagle zimno się zrobiło.
- Przeszkadzam? - warknął Paweł. Widziałam, że z trudem hamuje furię i robi to prawdopodobnie tylko dlatego, że ma przed sobą swojego trenera.
- Ale ze mnie niezdara - roześmiałam się nerwowo, wskazując na szczątki filiżanki. - Oczywiście, że nie przeszkadzasz. Właśnie skończyliśmy.
- Montować materiał - wszedł mi w słowo Thomas. Również był nieco wytrącony z równowagi, ale radził sobie lepiej ode mnie.
- Widzę - Paweł nasycił to jedno słowo maksymalną dawką ironii. - Myślałem, że trening się już zaczął.
- Bo zaczął - Thomas podniósł się, a potem spojrzał na mnie i daję słowo, że dostrzegłam w jego wzroku cień rozbawienia. - Dziękuję za dobrą współpracę.
Wyszli obaj, a ja oparłam się o ścianę z myślą, że potrzebuję teraz czegoś mocniejszego niż kawa.
***
- Możesz mi to jakoś logicznie wytłumaczyć? - zaczął Paweł już od progu.
Czekanie aż wróci z treningu było dla mnie udręką. Chciałam zbagatelizować ten incydent w kawiarni, ale każda linia obrony wydawała mi się nieszczera. Głównie dlatego, że naprawdę czułam się winna.
- Nie wiem o co ci chodzi - zaczęłam grać na czas.
- Co wy tam robiliście? I zanim zaczniesz mówić coś o pracy to chciałbym ci tylko uświadomić, że robienie reportażu i obmacywanie to dwie różne czynności.
Był naprawdę wzburzony i mówił głośniej niż powinien. A potem zbliżył się do mnie i zobaczyłam w jego oczach coś, czego bałam się najbardziej - rozczarowanie.
- Biedronka - rzuciłam bez namysłu, gardząc samą sobą. - Chodziła mi po twarzy i poprosiłam, żeby ją zdjął. A potem ty nas zaskoczyłeś, zrobiło się zamieszanie... Pewnie z twojej perspektywy to musiało wyglądać dziwnie. Przepraszam.
- Biedronka? - Paweł był skołowany. - Skąd się tam wzięła? W środku zimy?
- Nie wiem, też byłam zdziwiona... Ale jeszcze bardziej dziwi mnie, że podejrzewasz mnie o jakieś abstrakcyjne rzeczy. Przecież ja nie cierpię tego człowieka! Spotkałam się z nim wyłącznie dlatego, że mnie zaszantażował. Ostatnie, na co miałabym ochotę to jakieś spoufalanie się z nim.
- Wyglądało to zupełnie inaczej. I czuję, że właśnie robisz ze mnie idiotę.
- O rany, Paweł! Nie wierzę, że kłócimy się z tak niedorzecznego powodu. Co ty mi właściwie sugerujesz? Że on mi się podoba?
- A podoba?
- Nie! Oczywiście, że nie! - zawołałam zbyt szybko i zbyt gorliwie. Zdawałam sobie sprawę, że przegrywam w tej dyskusji i że fatalna ze mnie kłamczucha.
Ale najstraszniejsze było to, że ktoś zauważył i wyciągnął na światło dzienne fakt, który starałam się ukryć przed samą sobą. Thomas wprowadził mnie w dziwny stan na granicy jawy i snu. Będąc przy nim czułam jak nigdy wcześniej, że mam skórę, że jestem zbudowana z drżących cząsteczek, że jestem krucha i plastyczna. Budził mnie. A może niszczył. A może to były synonimy. Ten moment powinien być nasz, nie wymagał widowni i jakiś fragment mnie był zły na Pawła, że stanął w tamtych drzwiach i przerwał coś, co urodziło się tak łatwo, zbyt łatwo jak na dwoje nienawidzących się ludzi. Odwróciłam się świadoma, że ta gonitwa myśli odbija się na mojej twarzy. Nie chciałam się z tym mierzyć. Chciałam wtulić się w swojego faceta i przekonać, że to moje najlepsze miejsce na ziemi. I może bym to nawet zrobiła, gdyby nie rozdzwoniła się jego komórka.
- Cześć Magda - rzucił zupełnie innym tonem niż dotychczas, a potem po prostu wyszedł do drugiego pokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz